Seo tools

www.szukamywas.pl - Forum dyskusyjne: Mateusz Żukowski (Data zaginięcia: 2007/05/26)
Styczeń 23 2021 18:34:38
Nawigacja
· Start
· Forum
· Regulamin
· Plakaty do pobrania
· Pinterest
· Kanał Youtube
Aktualnie online
· Gości online: 2

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 138
· Najnowszy użytkownik: aga__0145
Zobacz temat
 Drukuj temat
Mateusz Żukowski (Data zaginięcia: 2007/05/26)
elin
Zgadzam się. Cały czas żyję nadzieją, że sprawa Mateusza zostanie poprowadzona przez kogoś rzetelnie.
 
AndrzejZ
Po zaginięciu najważniejsze jest pytanie: gdzie jest dziecko? Do dziś takiego spokoju mieć nie może ojciec zaginionego osiem lat temu Mateusza Żukowskiego. Ostatni raz widzieli go koledzy bawiący się z nim nad rzeką. Prokuratura podejrzewała więc, że chłopiec utonął. Ciała - ani w rzece, ani nigdzie indziej - jednak nie znaleziono. Od 2007 trwają dramatyczne poszukiwania, które dosłownie i w przenośni wiele rodzinę kosztowały.
http://www.tvn24....l#autoplay
Edytowane przez elin dnia 18-07-2020 11:14
 
elin
Mój Boże, jakie to wszystko przygnębiające...
 
kaktus
masz rację. smutne i przygnębiające :/
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
marta wawa
serce pęka ...
 
AndrzejZ
Witam serdecznie chciałem podziękować tym osobom co zakupili Tableta Martynka się bardzo ucieszy z pręzętu dzisiaj była na wycięce z Koscioła na Górze Kalwari nawet jeszcze jej nie powiedział bo wróciła dopiero po 21 godzinie i zasneła bardzo wszystkim dziękujemy dziękuje równiesz Marcie tego portalu jesteście wspaniali i kochani tyle razy nam pomagacie Martynka bedzie scześliwa dla niej to bedzie wielka radość dziękujemy Rodzina Żukowskich
 
marta wawa
Smile Andrzej cieszę się bardzo Smile
Daj jutro znać jak Malutka Smile
Pozdrawiamy i jesteśmy z Wami ... w tym dniu ... i w każdym innym.
Edytowane przez marta wawa dnia 26-05-2015 22:44
 
AndrzejZ
Witajcie Martynka była bardzo zadowolona cieszy się bardzo cały czas z nim chodzi pozdrawiam waz dziękiSmile
 
nick60
Andrzej, my też się cieszymy że mogliśmy dać Martynie trochę radości Smile.
 
marta wawa
Grin
 
AndrzejZ
Wczorajsze poszukiwania Mateusza pozdrawiam wszystkich

Prokuratura zleciła przeprowadzenie badań georadarem na wniosek ojca Mateusza, któremu jasnowidz wskazał miejsce, gdzie może być ciało dziecka.
Ojciec nie ustaje w próbach wyjaśnienia okoliczności zaginięcia lub śmierci syna. Zaangażował jasnowidza. Uważa, że w czasie poszukiwań i prokuratorskiego postępowania popełnionych było wiele błędów i zapowiada, że będzie wnioskował o wskazanie innej prokuratury do prowadzenia tej sprawy. Prokuratura zapewnia, że robi wszystko, aby wyjaśnić okoliczności zaginięcia Mateusza - dlatego śledczy sprawdzali każdy ślad, nawet ten wskazany przez jasnowidza.

Prokuratura do 2015 roku prowadziła postępowanie w kierunku zaginięcia. Po zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa ze wskazaniem na zabójstwo, które złożył detektyw - pełnomocnik rodziny Żukowskich, śledztwo nabrało innego charakteru. Na wniosek ojca doszło do poszukiwań georadarem oraz dodatkowych przesłuchań, m.in. kolegów Mateusza, którzy widzieli go przed zaginięciem.
http://lublin.tvp...l-mateusza
Edytowane przez elin dnia 18-07-2020 11:15
 
AndrzejZ
WIZJA MARKA SZWEDOWSKIEGO JASNOWIDZA Z WARSZAWY TO Z TEGO DRZEWA ZOSTAŁ ZAWALONY MATEUSZ PRZEZ CHŁOPCÓW JAWORSKICH RESZTĘ PROSZĘ PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ UKARZE SIĘ W GAZECIE GAZETA ZAMOJSKA W ŚRODĘ

Po wielu wizjach i kontakcie z Mateuszem w zaświatach, tragiczne zdarzenie z dnia 26.05.2007r. według mnie wyglądało następująco:

Mateusz Żukowski był ciekawy wszystkiego i często chodził swoimi ścieżkami po okolicy Ujazdowa. Miał kolegów, niekoniecznie ich lubił, oni też nie pozostawali dłużni w okazywaniu niechęci w kontaktach z jego osobą. Jednak zadawał się z nimi, choć ciągle mieli swoje tajemnice. Przyjaźnił się z dwoma kolegami, którzy niedaleko mieszkali i to oni go wyciągali na wspólne zabawy. Mateusz zwykle niechętnie zgadzał się na wspólne eskapady z tymi chłopakami. Moim zdaniem, zawsze wspomniani koledzy wychodzili jako pierwsi z propozycją wspólnych zabaw. Feralnego 26.05.2007r. tak też się stało. Nasuwa mi się tylko jedno pytanie czy tu chodziło o samą zabawę?...
Pojawia się w mojej wizji mężczyzna ok. 40 lat, który mieszkał w tym czasie ze swoją rodziną w Pałacu w Ujazdowie. Tak się składa, że ten facet lubił towarzystwo młodszych od siebie rówieśników i jakiś sposób przyciągał ich do siebie.
W dniu 26 maja 2007r. „wyciągnęli” koledzy z domu Mateusza i poszli się bawić-tak to nazwijmy… Podczas tej zabawy Mateusz spadł z drzewa, które było jak drabina bo miało nabite deski do wchodzenia na gałęziach. Mateusz po tym upadku był połamany i nie dawał żadnego znaku życia. Moim zdaniem stracił przytomność. Wtedy pojawił się też mężczyzna o którym wspomniałem. Widzę po tym upadku ogromne zamieszanie, krzyki… Ten człowiek czegoś się boi i postanawia ukryć ciało i tu nie wiem dlaczego nie zgłaszają wypadku, nie ratują Mateusza…
Widzę, że ten mężczyzna czegoś się boi… Ciało Mateusza zostało zamaskowane a konkretnie zakopane. Widzę brzozy, lasek, kamienie, jakieś pół metra w ziemi zostało ciało zakopane. Mateusz okropnie cierpiał… został zakopany żywcem, był tylko nieprzytomny. Zmarł w okropny sposób a jego ubranka zostały podrzucone na brzeg rzeki Wieprz. Celem było zatarcie śladów i upozorowanie utonięcia Mateusza.
Uważam, że dzieci – koledzy Mateusza - wiedzą co się stało. Mężczyzna, który przyczynił się do śmierci Mateusza musiał wywrzeć ogromną presję na tych chłopcach i całej ich rodzinie. Uważam, że oprócz wywartej presji psychicznej była też presja finansowa….
Nasuwa się oczywiście mnóstwo w tej sprawie np. dlaczego tak brutalnie zakończył to wydarzenie wspomniany mężczyzna? Co go łączyło z tymi chłopakami itd… Na to przyjdzie czas. Najpierw znajdziemy szczątki ciała Mateusza a wtedy na wszystkie pytania znajdziemy odpowiedzi. Po ponad 8 latach będzie bardzo trudno to miejsce odnaleźć ale jestem pewien, że szczątki znajdziemy niedaleko drzewa z którego Mateusz spadł. Mateusz wielokrotnie przychodził w snach do swojego ojca Andrzeja i przekazywał wskazówki o sprawcach i co mamy zrobić by tę sprawę wyjaśnić.
Mateusz woła z zaświatów o wykopanie… Przekazał mi, że zrobi wszystko co w jego mocy by mi pomóc w wyjaśnieniu jego tragicznej śmierci. Czuję, że niedługo będziemy mogli przekazać sprawę organom ścigania.

Marek Szwedowski
 
kaktus
http://www.e-repo...spod-ziemi



Czy dziesięcioletni Mateusz padł ofiarą pedofilów? Czy został brutalnie zgwałcony i żywcem pogrzebany? A jego rzekome utonięcie upozorowano? Nasze dziennikarskie śledztwo w tej sprawie, daleko odbiega od ustaleń prokuratury, która stwierdziła tylko tyle, że Mateusz zaginął. To cokolwiek za mało, jak na 9 lat śledztwa.



To jedno z najbardziej tajemniczych zaginięć w Polsce. Mateusz Żukowski z Ujazdowa pod Zamościem zniknął w maju 2007 roku. Szukali go policjanci, nurkowie, detektywi, wróżki i jasnowidze. Na razie bez efektu. O jego losie nie ma do dziś żadnej informacji.

Ten 10-letni chłopiec zniknął 26 maja 2007 roku: – To stało się w Dzień Matki, tego dnia było bardzo gorąco – wspomina Andrzej Żukowski, ojciec chłopca – Pojechałem wtedy z Mateuszkiem na ryby.

Panicznie bał się wody

Z wędkowania wrócili do domu około 14.30: – Od tego upału bolała mnie głowa, więc się położyłem a Mateusz włączył sobie komputer – odtwarza zdarzenia ojciec chłopca – Mieliśmy jeszcze pojechać na ryby po południu. Ale Mateusz powiedział, że idzie bawić się do parku. Obiecał, że niedługo wróci, aby pojechać ze mną na ryby.

Gdy przyszła pora wyjazdu, Mateusza nie było w domu. To jednak niezbyt zdziwiło jego ojca, który uznał, że chłopiec woli pewnie zabawę z kolegami niż wędkowanie. Zatem Żukowski pojechał na ryby sam.

– Wróciłem do domu około 21.00 – wspomina pan Andrzej – Zapytałem żonę o Mateusza, ale ona stwierdziła, że była przekonana, że jest ze mną na rybach.

W tej sytuacji rodzina zaczęła szukać chłopca u sąsiadów: – Nie było go jednak u nikogo w pobliżu – relacjonuje Andrzej Żukowski – Wobec tego pojechałem do kolegów, z którymi tego dnia syn się bawił.

Tam jednak też go nie znalazł. Dawid J. (9 lat) i Sebastian J. (10 lat), byli ponoć zmieszani wizytą ojca ich kolegi: – Dziwnie się zachowywali, byli ubrudzeni błotem. Oni wyraźnie coś kręcili. Jakby nie chcieli powiedzieć całej prawdy. Podali mi kilka sprzecznych wersji. W pewnym momencie ich dziadek powiedział, że Mateusz „poszedł do Tarnogóry”. U nas to oznacza, że poszedł z prądem w stronę Tarnogóry, że się utopił. To dlaczego nie przyszli powiadomić nas o tym, dlaczego nie wezwali policji, tylko siedzieli w domu? – pyta zdenerwowany mężczyzna.

W tej sytuacji Żukowski zawiadomił policję. Natychmiast podjęto działania poszukiwawcze. Policyjny pies podjął ślad i zaprowadził na brzeg Wieprza: – Tam, w wysokich pokrzywach, leżały zwinięte w rulon ubrania Mateusza.

Wydaje się, że od tego momentu śledczy wersję o utonięciu chłopca przyjęli jako pewnik. Mateusz, co prawda był zapalonym wędkarzem, ale panicznie bał się wody: – To niemożliwe, aby z własnej woli wszedł do rzeki. On obsesyjnie bał się wody – twierdzi ojciec zaginionego chłopca – Nawet gdy byliśmy na rybach, to on zawsze trzymał się blisko mnie. Nigdy nie wchodził do wody.

Mimo to utonięcie dziecka wydawało się najbardziej prawdopodobną hipotezą. Śledczy od początku zakładali, że Mateusz utopił się w Wieprzu. Ta niebezpieczna, zdradliwa rzeka pochłonęła wiele ofiar. Zatem w jej nurcie poszukiwano ciała chłopca. Dno rzeki – w obie strony po 20 kilometrów – aż 17 razy przeczesywali płetwonurkowie. Zastosowano echosondy, kamery termowizyjne, a nawet specjalny sonar. Byli też przewodnicy z psami przeszkolonymi do poszukiwania zwłok. W poszukiwaniach pomagali też strażacy, wojewoda lubelski, starosta zamojski, a także wójt gminy Nielisz. W późniejszym czasie pomagało też dwóch detektywów, jasnowidze oraz wróżka. Jak dotąd chłopca, ani jego ciała, nie odnaleziono. Prawdopodobnie szukano go nie tam, gdzie powinno.

Jest niemal pewnym, że gdyby zwłoki Mateusza były w rzece, to już dawno zostałyby odnalezione, lub same by wypłynęły. Wersja o utonięcia dziecka jest mało prawdopodobna także ze względu na inną okoliczność. Otóż w tym rejonie – pomiędzy Tarnogórą a Zamościem – Wieprz przegradzają kraty. Nie ma możliwości, aby przedostało się przez nie ciało dziecka. Zwłoki zatrzymałby się na przegrodzie.

Wobec tego, co się stało z chłopcem?

Ustalono, że zaginął

Andrzej Żukowski nie ustaje w poszukiwaniach syna: – Trudno powiedzieć, czy mój syn jeszcze żyje. Kiedyś zgłosiła się do mnie Ewelina H. z Niemiec, która powiedziała nam, że Mateusza adoptowała niemiecka sędzina. Ta kobieta twierdziła, że chce nam pomóc i długo utrzymywała z nami kontakt, ale potem nagle go zerwała. Chciałbym, aby Mateuszek żył, ale ja już raczej ciała szukam.

Żukowski nie kryje rozczarowania działaniami śledczych, twierdzi nawet, że nie udostępniono mu na początku śledztwa wglądu do akt sprawy. Kategorycznie zaprzecza temu Bartosz Wójcik, Prokurator Rejonowy w Zamościu: – O prawie dostępu do akt był wielokrotnie pouczany, zarówno pisemnie, jak i ustnie. Z możliwości zapoznania się z aktami sprawy nigdy nie skorzystał.

Nakłaniam Andrzeja Żukowskiego, aby w końcu zapoznał się z aktami sprawy, gdyż być może tam znajdzie odpowiedź na wiele dręczących go pytań i niedomówień. W trakcie moich prac nad tym reportażem, Żukowski idzie do sądu i wykonuje ponad 1000 zdjęć akt.

Ojciec Mateusza jest jednak przekonany, że prokuratorzy niezbyt przyłożyli się do przesłuchania kolegów jego syna. Według niego chłopcy konfabulowali.

Prokurator Wójcik stwierdza, że zeznania małoletnich Sebastiana i Dawida są wiarygodne. Jak mówi, chłopcy zeznawali w obecności biegłych psychologów: – Ponownie zostali przesłuchani po osiągnięciu odpowiedniego wieku, i ich relacje są nadal zbieżne i tożsame z uprzednio złożonymi zeznaniami. Nie wiedzą, co stało się z Mateuszem, albowiem z ich zeznań wynika, iż rozstali się z nim przy jego domu i później już go nie widzieli – dodaje prokurator Wójcik – Przesłuchano też, w charakterze świadków, ich rodziców oraz dziadka. Wszyscy świadkowie zeznawali zbieżnie, logicznie i konsekwentnie. Co więcej, w ramach czynności poszukiwawczych zbadano ich przy użyciu wariografu, który nie zanotował żadnych objawów świadczących o związku wyżej wymienionych świadków ze zdarzeniem.

Ojciec Mateusza uważa jednak, że także chłopcy powinni zostać przesłuchani z użyciem wariografu: – Oni w wieczór zaginięcia Mateusza zachowywali się dziwnie, mówili wiele wersji – wraca do wspomnień – Powinni ich przesłuchać z użyciem wariografu. Mnie i moją rodzinę wzięli na wykrywacz kłamstw, gdyż podejrzewali na początku, że mamy coś wspólnego z zaginięciem Mateusza.

Prokurator stwierdza, że koledzy rozstali się wieczorem koło domu Mateusza. Zaś on, mimo że chorobliwie bał się wody, zawrócił samotnie nad rzekę, aby w niej pływać nocą? Wprost nieprawdopodobne.

Andrzej Żukowski jest przekonany, że w czasie prokuratorskiego postępowania, oraz w trakcie policyjnych poszukiwań popełniono wiele błędów, być może nawet mataczono: – Nie przesłuchano wszystkich świadków, zagubiono nawet próbki badań DNA z ubrań Mateuszka. Moim zdaniem śledztwo od początku było prowadzone nierzetelnie – ocenia Andrzej Żukowski i dodaje, że wnosił też o przeprowadzenie badania DNA kości odnalezionej w parku, i tego nie zrobiono. Tę kość – poszukując ciała syna – Żukowski wykopał w lipcu ubiegłego roku w parku, nieopodal dworu w Ujazdowie. Jednak prokurator Bartosz Wójciki ucina ten trop: – Nie przeprowadzono badań DNA zabezpieczonej kości, ponieważ została ona poddana oględzinom przez biegłego z zakresu medycyny sądowej, który wypowiedział się, iż nie pochodzi ona od człowieka. Ma pochodzenie zwierzęce i przebywała w ziemi co najmniej 30 lat.

Na wniosek pełnomocnika rodziców chłopca, w 2015 roku Prokuratura Rejonowa w Zamościu wszczęła w końcu śledztwo w kierunku zabójstwa Mateusza Żukowskiego: – Prokuratura Rejonowa w Zamościu brała taki wariant pod uwagę. Okoliczności zabójstwa chłopca nieuprawdopodobniono jednak, w wyniku czego postępowanie zakończyło się umorzeniem – wyjaśnia Bartosz Wójcicki – Prokuratura nie wyklucza zabójstwa, tak jak i żadnej innej wersji zdarzenia, lecz nie jesteśmy w posiadaniu niezbitych dowodów na poparcie jakiejkolwiek wersji. Jedyne pewne ustalenia są takie, iż Mateusz zaginął w dniu 26 maja 2007 roku i jego ciała nigdy nie odnaleziono. Zakładano rozmaite wersje śledcze, od nieszczęśliwego wypadku po zabójstwo. Wersje te nie mogą jednak podlegać weryfikacji z uwagi na fakt, iż nie odnaleziono kluczowego dowodu, a więc ciała pokrzywdzonego. Postępowanie zostało zatem umorzone wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Jeden z byłych zamojskich policjantów mówi mi, że niekiedy zdarzało się, że przełożeni dawali do zrozumienia, aby odpuszczać niektóre sprawy, jeśli nie ma ciała: – Mimo wielu lat służby, trudno jest mi to zrozumieć. Przecież takie zaginione dziecko nie mogło się rozpłynąć w powietrzu.

Prokuratura jednak zapewnia, że zrobiła wszystko, aby wyjaśnić okoliczności zaginięcia Mateusza, a śledczy sprawdzali każdy ślad, nawet ten wskazany przez jasnowidza. Prokuratura zleciła między innymi przeprowadzenie badań georadarem – na wniosek ojca Mateusza, któremu jasnowidz wskazał miejsce, gdzie może być ciało dziecka. W ubiegłym roku z użyciem geoardaru szukano zwłok chłopca dwa razy. Jednak nie przyniosło to skutku.

Tropy i wizje

– Poprosiłem o pomoc jasnowidza Marka Szwedowskiego, który ma wielki dar w odnajdywaniu zaginionych osób – mówi mi Andrzej Żukowski, który chyba całkowicie stracił wiarę w śledczych oraz w konwencjonalne metody poszukiwania zaginionego dziecka.

– Wyraziłem chęć pomocy, bo ta sprawa nie daje mi spokoju – mówi Marek Szwedowski – Zbyt długo jest niewyjaśniona. Nie wszystko na razie się potwierdziło. Ale jesteśmy blisko rozwiązania tej zbrodni. To powinno nastąpić w ciągu kilku najbliższych tygodni – deklaruje jasnowidz, który prowadzi działanie poszukiwawcze wspólnie z Fundacją Na Tropie, powstałą przy naszej redakcji. Wizje Szwedowskiego są weryfikowane przez naszych specjalistów z innych, bardziej przyziemnych dziedzin. Pojawia się wiele punktów zbieżnych.

Według wizji Szwedowskiego wydarzenia wyglądały następująco: – Mateusz Żukowski był ciekawy wszystkiego i często chodził swoimi ścieżkami po okolicy Ujazdowa. Często bywał w parku w tej miejscowości. Zwykle przesiadywał tam ze swoimi kolegami, którzy niedaleko mieszkali. Mężczyzna, który mieszkał w tej okolicy, lubił towarzystwo chłopców i w jakiś sposób przyciągał ich do siebie. 26 maja 2007 roku, podczas jednej z takich dziwnych zabaw Mateusz został zamordowany. Został tam zakopany. Zmarł w okropny sposób, był zgwałcony. Jego ubranka podrzucono na brzeg rzeki Wieprz. Celem było zatarcie śladów i upozorowanie utonięcia. Jego koledzy byli przy tym, i oni wiedzą, co się wtedy stało. Mężczyzna, który przyczynił się do śmierci chłopca, musiał wywrzeć ogromną presję na tych chłopcach i całej ich rodzinie. Uważam, że oprócz wywartej presji psychicznej, była też presja finansowa. Po prawie 9 latach będzie bardzo trudno to miejsce odnaleźć, ale jestem pewien, że szczątki Mateusza znajdziemy na terenie parku.

Także Iwona Turlej, wróżka i medium, wskazała na teren parku jako miejsce ukrycia ciała chłopca: – Byliśmy z nią w pobliżu, a ona mówi, że Mateusz ją tam ciągnie – wspomina Andrzej Żukowski, który szukał pomocy także u Rafała Nieradzika. On z kolei twierdzi, iż potrafi opuścić własne ciało i przenieść się w czasie w dowolne miejsce. W trakcie zbierania materiałów do tego reportażu – 7 marca – Nieradzik dokonał podróży poza ciałem. Relacja, którą nam przekazał jest dramatyczna i drastyczna, jednak także ona wskazuje na seksualny motyw zbrodni. Publikujemy tylko niewielki jej fragment: „Ktoś podchodzi do chłopczyka, pokazuje coś, uśmiecha się. Ten ktoś jest ciemnym, jest taki tajemniczy, nie bije z niego światło, on coś pokazuje. Chłopczyk jest trochę przestraszony, ale ten ktoś coś mu daje i chłopczyk jest uśmiechnięty. Coś, co się mu podoba, coś, co jest dla niego dobre w jakiś sposób… to przynęta. Widzę kogoś, jakiegoś mężczyznę, wyczuwam go tak. Jest on bez wyrazu, bez emocji, ale ten mężczyzna… widzę pasek, on bije tego chłopca tym paskiem, widzę też jakiś seksualny podtekst… Chłopiec jest zmuszany do czegoś… Chłopiec jest sam, w ciemności, zamknięty… Widzę też go, jak szaleje, jak jego energia krzyczy, próbuje się wydostać, szarpać wszystko. Widzę płacz, smutek, rozpacz… wszystko na raz… MATEUSZ ZOSTAŁ ZABITY, ZOSTAŁ ZABITY. MATEUSZ ZOSTAŁ ZABITY ZARAZ PO TYM, JAK COŚ ZOSTAŁO UJAWNIONE (…)”.

Prawdopodobnie, w sprawę zaginięcia Mateusza zamieszanych jest co najmniej dwóch dorosłych mężczyzn o skłonnościach pedofilskich.

Rozumie ból rodziców

We wszystkich wizjach i relacjach pojawia się tajemniczy mężczyzna, z którym Mateusza i jego kolegów miały łączyć specyficzne relacje.

Jednak to nie wszystko, także kilku mieszkańców wioski mówi mi, że chłopcy często widywani byli w towarzystwie dorosłego mężczyzny: – On im dawał różne prezenty, chwalili się nimi przed innymi kolegami. Ale nie wiem, za co ich tak nagradzał – opowiada mi mieszkaniec Ujazdowa, który wówczas był nastolatkiem.

O związek mężczyzny ze sprawą zaginięcia Mateusza zapytaliśmy w Prokuraturze Rejonowej w Zamościu: – Był przesłuchany w sprawie. Przyznał, że zna rodzinę zaginionego chłopca, która mieszkała po sąsiedzku, kojarzy z widzenia ich dzieci, bo chodziły one na ryby przez posesję jego ojca. – informuje prokurator Bartosz Wójcik – W czasie zaginięcia Mateusza nie mieszkał już w Ujazdowie. W aktach sprawy brak jest informacji na temat relacji tego świadka z miejscowymi dziećmi – dodaje prokurator. Trudno się temu dziwić, gdyż nikt go o to nie zapytał. Nikt nie pytał także chłopców.

Postanawiam nadrobić tę zaległość, odnajduję mężczyznę kilkaset kilometrów od Ujazdowa. Jest wysoko postawionym pracownikiem samorządowym. Ma ustabilizowaną sytuację zawodową i rodzinną. Wydawać by się mogło, że pojawienie się dziennikarza – pytającego o mroczną sprawę sprzed lat – może zakłócić spokojną egzystencję, wywołać emocje. Jednak mój rozmówca nie wydaje się być zaskoczony lub zdenerwowany pytaniami, które mu zadaję. Tak, jakby na nie czekał. Mimo że pojawiłem się bez zapowiedzi. Nie wiedział, że się do niego odezwę. On jednak nawet na chwilę nie traci opanowania. Jest oszczędny w słowach. Mówi spokojnym, beznamiętnym głosem, jakbyśmy rozmawiali o sprawie, która dotyczy kogoś innego. Mam nawet wrażenie, że ta rozmowa jest mu w jakiś sposób na rękę.

– Byłem w tej sprawie przesłuchany i nic więcej nie mam do dodania – zastrzega na wstępie. – Znałem Mateusza i jego kolegów, gdyż obok mojego domu często łowili ryby – odpowiada na moje pytanie o relacje łączące go z chłopcami – Ale to nie była żadna przyjaźń, do domu ich nie zapraszałem.

– Zetknąłem się z sugestiami, że to być może pan zamordował tego chłopca? – mówię wprost, co mnie sprowadza.

– Ja rozumiem ból rodziców i to, że nie mogą się pogodzić ze śmiercią dziecka – odpowiada ze spokojem – A także to, że doszukują się wszędzie przyczyny i sprawców tragedii.

– To nie rodzice przekazali mi takie sugestie. Skąd pan wie, że chłopiec nie żyje? Może został porwany i mieszka na drugim końcu świata? – pytam, i po raz pierwszy wyczuwam lekkie zmieszanie rozmówcy. Może przez kilka sekund nie wie, co powiedzieć. W końcu komunikuje beznamiętnie: – Gdy to się stało, ja tam już wówczas nie mieszkałem.

– Ale mieszkał tam pana ojciec, mógł go pan przecież odwiedzić? Ludzie we wsi mówią, że tak właśnie było.

– Ojciec sprzedał posiadłość na rok przed tą tragedią – odpowiada obojętnie po chwili wahania.

– To nieprawda, w tym czasie to należało jeszcze do jego ojca – twierdzi Andrzej Żukowski – Pamiętam, że nawet u nich policja szukała Mateusza. A jego ojciec kosił w tym dniu siano.

Sprawdziłem tę informację. Posesja została sprzedana 7 lat temu, w 2 lata po zaginięciu Mateusza. Dlaczego zatem, mój rozmówca ukrył ten fakt?

Rodzina rozpadła się

Jak mówi Andrzej Żukowski, jego rodzina po zaginięciu Mateusza niemal się rozpadła. Żukowscy na poszukiwania Mateusza zaciągnęli ogromne kredyty: – Wpadliśmy w potężne długi, z których nie sposób teraz wyjść. Pieniądze pobraliśmy na poszukiwania synka. Teraz nie mamy z czego ich spłacać – mówi zrezygnowany Andrzej Żukowski, który już po raz 6. zmienił wynajmowane mieszkanie. – Nasz dom został wystawiony na licytację przez komornika – dodaje – A ja od 9 lat choruję na nadciśnienie i cukrzycę, jestem po dwóch operacjach, ale odebrano mi rentę. Teraz jestem zarejestrowany w Urzędzie Pracy w Zamościu jako bezrobotny. Z czego mam spłacać długi? – pyta retorycznie. Po zaginięciu Mateusza sąd wyznaczył rodzinie Żukowskich kuratora. Gdy ich sytuacja materialna znacznie się pogorszyła, wówczas dwójka ich dzieci trafiła do domu dziecka, a kolejne do rodziny zastępczej: – Straciliśmy Mateuszka i zaraz jeszcze trójkę dzieci nam zabrali. Nikt nam nie pomógł, zostawili nas samych z tą tragedią. Nikt nie pomaga ludziom w takich sytuacjach, jak nasza. Zostawiono nas samych z tą tragedią. Bez żadnej pomocy. Nie mieliśmy nawet żadnego wsparcia psychologa, a powinniśmy. A ja dla innych oddałem honorowo 50 litrów krwi, i dostałem srebrny krzyż Zasłużony dla Zdrowia Narodu – nie kryje rozgoryczenia Andrzej Żukowski.

Z rodzicami została tylko najmłodsza, Martyna. Dziś ma 11 lat i jej wychowaniem zajmuje się głównie ojciec, gdyż matka pracuje na utrzymanie bliskich we Włoszech.

Ale być może Żukowscy stracą także najmłodsze dziecko. Wkrótce – na wniosek sądu rodzinnego – rodzice i córka mają przejść badania psychologiczne w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym. To dziwna sytuacja. Gdyż, zgodnie ze stanowiskiem Biura Spraw Konstytucyjnych Prokuratury Generalnej RP, z 17 kwietnia 2013 roku, sąd nie ma prawa kierować na badania do RODK oraz powoływać biegłych z dziedziny psychologii i pedagogiki w sprawach związanych ze sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem: „ (…)brak jest podstaw prawnych do tego, aby rodzinne ośrodki diagnostyczno- konsultacyjne, w obecnym statusie i usytuowaniu, wydawały opinie z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego związanych ze sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem w sprawach małoletnich, rozpatrywanych przez sądy (…)”. Wygląda na to, że w Zamościu o tym nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć?

– Miałem rodzinę, pięcioro dzieci, teraz boję się, że zostanę sam. I nigdy nie dowiem się, co się stało z Mateuszem – Andrzej Żukowski nie kryje obaw.


Janusz Szostak
Edytowane przez kaktus dnia 26-05-2016 22:51
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
elin
Czy dziesięcioletni Mateusz padł ofiarą pedofilów? Czy został brutalnie zgwałcony i żywcem pogrzebany? A jego rzekome utonięcie upozorowano? Nasze dziennikarskie śledztwo w tej sprawie, daleko odbiega od ustaleń prokuratury, która stwierdziła tylko tyle, że Mateusz zaginął. To cokolwiek za mało, jak na 9 lat śledztwa.

To jedno z najbardziej tajemniczych zaginięć w Polsce. Mateusz Żukowski z Ujazdowa pod Zamościem zniknął w maju 2007 roku. Szukali go policjanci, nurkowie, detektywi, wróżki i jasnowidze. Na razie bez efektu. O jego losie nie ma do dziś żadnej informacji.

Ten 10-letni chłopiec zniknął 26 maja 2007 roku: – To stało się w Dzień Matki, tego dnia było bardzo gorąco – wspomina Andrzej Żukowski, ojciec chłopca – Pojechałem wtedy z Mateuszkiem na ryby.

Panicznie bał się wody
Z wędkowania wrócili do domu około 14.30: – Od tego upału bolała mnie głowa, więc się położyłem a Mateusz włączył sobie komputer – odtwarza zdarzenia ojciec chłopca – Mieliśmy jeszcze pojechać na ryby po południu. Ale Mateusz powiedział, że idzie bawić się do parku. Obiecał, że niedługo wróci, aby pojechać ze mną na ryby.

Gdy przyszła pora wyjazdu, Mateusza nie było w domu. To jednak niezbyt zdziwiło jego ojca, który uznał, że chłopiec woli pewnie zabawę z kolegami niż wędkowanie. Zatem Żukowski pojechał na ryby sam.

– Wróciłem do domu około 21.00 – wspomina pan Andrzej – Zapytałem żonę o Mateusza, ale ona stwierdziła, że była przekonana, że jest ze mną na rybach.

W tej sytuacji rodzina zaczęła szukać chłopca u sąsiadów: – Nie było go jednak u nikogo w pobliżu – relacjonuje Andrzej Żukowski – Wobec tego pojechałem do kolegów, z którymi tego dnia syn się bawił.

Tam jednak też go nie znalazł. Dawid J. (9 lat) i Sebastian J. (10 lat), byli ponoć zmieszani wizytą ojca ich kolegi: – Dziwnie się zachowywali, byli ubrudzeni błotem. Oni wyraźnie coś kręcili. Jakby nie chcieli powiedzieć całej prawdy. Podali mi kilka sprzecznych wersji. W pewnym momencie ich dziadek powiedział, że Mateusz „poszedł do Tarnogóry”. U nas to oznacza, że poszedł z prądem w stronę Tarnogóry, że się utopił. To dlaczego nie przyszli powiadomić nas o tym, dlaczego nie wezwali policji, tylko siedzieli w domu? – pyta zdenerwowany mężczyzna.

W tej sytuacji Żukowski zawiadomił policję. Natychmiast podjęto działania poszukiwawcze. Policyjny pies podjął ślad i zaprowadził na brzeg Wieprza: – Tam, w wysokich pokrzywach, leżały zwinięte w rulon ubrania Mateusza.

Wydaje się, że od tego momentu śledczy wersję o utonięciu chłopca przyjęli jako pewnik. Mateusz, co prawda był zapalonym wędkarzem, ale panicznie bał się wody: – To niemożliwe, aby z własnej woli wszedł do rzeki. On obsesyjnie bał się wody – twierdzi ojciec zaginionego chłopca – Nawet gdy byliśmy na rybach, to on zawsze trzymał się blisko mnie. Nigdy nie wchodził do wody.

Mimo to utonięcie dziecka wydawało się najbardziej prawdopodobną hipotezą. Śledczy od początku zakładali, że Mateusz utopił się w Wieprzu. Ta niebezpieczna, zdradliwa rzeka pochłonęła wiele ofiar. Zatem w jej nurcie poszukiwano ciała chłopca. Dno rzeki – w obie strony po 20 kilometrów – aż 17 razy przeczesywali płetwonurkowie. Zastosowano echosondy, kamery termowizyjne, a nawet specjalny sonar. Byli też przewodnicy z psami przeszkolonymi do poszukiwania zwłok. W poszukiwaniach pomagali też strażacy, wojewoda lubelski, starosta zamojski, a także wójt gminy Nielisz. W późniejszym czasie pomagało też dwóch detektywów, jasnowidze oraz wróżka. Jak dotąd chłopca, ani jego ciała, nie odnaleziono. Prawdopodobnie szukano go nie tam, gdzie powinno.

Jest niemal pewnym, że gdyby zwłoki Mateusza były w rzece, to już dawno zostałyby odnalezione, lub same by wypłynęły. Wersja o utonięcia dziecka jest mało prawdopodobna także ze względu na inną okoliczność. Otóż w tym rejonie – pomiędzy Tarnogórą a Zamościem – Wieprz przegradzają kraty. Nie ma możliwości, aby przedostało się przez nie ciało dziecka. Zwłoki zatrzymałby się na przegrodzie.

Wobec tego, co się stało z chłopcem?
Ustalono, że zaginął.
Andrzej Żukowski nie ustaje w poszukiwaniach syna: – Trudno powiedzieć, czy mój syn jeszcze żyje. Kiedyś zgłosiła się do mnie Ewelina H. z Niemiec, która powiedziała nam, że Mateusza adoptowała niemiecka sędzina. Ta kobieta twierdziła, że chce nam pomóc i długo utrzymywała z nami kontakt, ale potem nagle go zerwała. Chciałbym, aby Mateuszek żył, ale ja już raczej ciała szukam.

Żukowski nie kryje rozczarowania działaniami śledczych, twierdzi nawet, że nie udostępniono mu na początku śledztwa wglądu do akt sprawy. Kategorycznie zaprzecza temu Bartosz Wójcik, Prokurator Rejonowy w Zamościu: – O prawie dostępu do akt był wielokrotnie pouczany, zarówno pisemnie, jak i ustnie. Z możliwości zapoznania się z aktami sprawy nigdy nie skorzystał.

Nakłaniam Andrzeja Żukowskiego, aby w końcu zapoznał się z aktami sprawy, gdyż być może tam znajdzie odpowiedź na wiele dręczących go pytań i niedomówień. W trakcie moich prac nad tym reportażem, Żukowski idzie do sądu i wykonuje ponad 1000 zdjęć akt.

Ojciec Mateusza jest jednak przekonany, że prokuratorzy niezbyt przyłożyli się do przesłuchania kolegów jego syna. Według niego chłopcy konfabulowali.

Prokurator Wójcik stwierdza, że zeznania małoletnich Sebastiana i Dawida są wiarygodne. Jak mówi, chłopcy zeznawali w obecności biegłych psychologów: – Ponownie zostali przesłuchani po osiągnięciu odpowiedniego wieku, i ich relacje są nadal zbieżne i tożsame z uprzednio złożonymi zeznaniami. Nie wiedzą, co stało się z Mateuszem, albowiem z ich zeznań wynika, iż rozstali się z nim przy jego domu i później już go nie widzieli – dodaje prokurator Wójcik – Przesłuchano też, w charakterze świadków, ich rodziców oraz dziadka. Wszyscy świadkowie zeznawali zbieżnie, logicznie i konsekwentnie. Co więcej, w ramach czynności poszukiwawczych zbadano ich przy użyciu wariografu, który nie zanotował żadnych objawów świadczących o związku wyżej wymienionych świadków ze zdarzeniem.

Ojciec Mateusza uważa jednak, że także chłopcy powinni zostać przesłuchani z użyciem wariografu: – Oni w wieczór zaginięcia Mateusza zachowywali się dziwnie, mówili wiele wersji – wraca do wspomnień – Powinni ich przesłuchać z użyciem wariografu. Mnie i moją rodzinę wzięli na wykrywacz kłamstw, gdyż podejrzewali na początku, że mamy coś wspólnego z zaginięciem Mateusza.

Prokurator stwierdza, że koledzy rozstali się wieczorem koło domu Mateusza. Zaś on, mimo że chorobliwie bał się wody, zawrócił samotnie nad rzekę, aby w niej pływać nocą? Wprost nieprawdopodobne.

Andrzej Żukowski jest przekonany, że w czasie prokuratorskiego postępowania, oraz w trakcie policyjnych poszukiwań popełniono wiele błędów, być może nawet mataczono: – Nie przesłuchano wszystkich świadków, zagubiono nawet próbki badań DNA z ubrań Mateuszka. Moim zdaniem śledztwo od początku było prowadzone nierzetelnie – ocenia Andrzej Żukowski i dodaje, że wnosił też o przeprowadzenie badania DNA kości odnalezionej w parku, i tego nie zrobiono. Tę kość – poszukując ciała syna – Żukowski wykopał w lipcu ubiegłego roku w parku, nieopodal dworu w Ujazdowie. Jednak prokurator Bartosz Wójciki ucina ten trop: – Nie przeprowadzono badań DNA zabezpieczonej kości, ponieważ została ona poddana oględzinom przez biegłego z zakresu medycyny sądowej, który wypowiedział się, iż nie pochodzi ona od człowieka. Ma pochodzenie zwierzęce i przebywała w ziemi co najmniej 30 lat.

Na wniosek pełnomocnika rodziców chłopca, w 2015 roku Prokuratura Rejonowa w Zamościu wszczęła w końcu śledztwo w kierunku zabójstwa Mateusza Żukowskiego: – Prokuratura Rejonowa w Zamościu brała taki wariant pod uwagę. Okoliczności zabójstwa chłopca nieuprawdopodobniono jednak, w wyniku czego postępowanie zakończyło się umorzeniem – wyjaśnia Bartosz Wójcicki – Prokuratura nie wyklucza zabójstwa, tak jak i żadnej innej wersji zdarzenia, lecz nie jesteśmy w posiadaniu niezbitych dowodów na poparcie jakiejkolwiek wersji. Jedyne pewne ustalenia są takie, iż Mateusz zaginął w dniu 26 maja 2007 roku i jego ciała nigdy nie odnaleziono. Zakładano rozmaite wersje śledcze, od nieszczęśliwego wypadku po zabójstwo. Wersje te nie mogą jednak podlegać weryfikacji z uwagi na fakt, iż nie odnaleziono kluczowego dowodu, a więc ciała pokrzywdzonego. Postępowanie zostało zatem umorzone wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Jeden z byłych zamojskich policjantów mówi mi, że niekiedy zdarzało się, że przełożeni dawali do zrozumienia, aby odpuszczać niektóre sprawy, jeśli nie ma ciała: – Mimo wielu lat służby, trudno jest mi to zrozumieć. Przecież takie zaginione dziecko nie mogło się rozpłynąć w powietrzu.

Prokuratura jednak zapewnia, że zrobiła wszystko, aby wyjaśnić okoliczności zaginięcia Mateusza, a śledczy sprawdzali każdy ślad, nawet ten wskazany przez jasnowidza. Prokuratura zleciła między innymi przeprowadzenie badań georadarem – na wniosek ojca Mateusza, któremu jasnowidz wskazał miejsce, gdzie może być ciało dziecka. W ubiegłym roku z użyciem geoardaru szukano zwłok chłopca dwa razy. Jednak nie przyniosło to skutku.

Tropy i wizje
– Poprosiłem o pomoc jasnowidza Marka Szwedowskiego, który ma wielki dar w odnajdywaniu zaginionych osób – mówi mi Andrzej Żukowski, który chyba całkowicie stracił wiarę w śledczych oraz w konwencjonalne metody poszukiwania zaginionego dziecka.

– Wyraziłem chęć pomocy, bo ta sprawa nie daje mi spokoju – mówi Marek Szwedowski – Zbyt długo jest niewyjaśniona. Nie wszystko na razie się potwierdziło. Ale jesteśmy blisko rozwiązania tej zbrodni. To powinno nastąpić w ciągu kilku najbliższych tygodni – deklaruje jasnowidz, który prowadzi działanie poszukiwawcze wspólnie z Fundacją Na Tropie, powstałą przy naszej redakcji. Wizje Szwedowskiego są weryfikowane przez naszych specjalistów z innych, bardziej przyziemnych dziedzin. Pojawia się wiele punktów zbieżnych.

Według wizji Szwedowskiego wydarzenia wyglądały następująco: – Mateusz Żukowski był ciekawy wszystkiego i często chodził swoimi ścieżkami po okolicy Ujazdowa. Często bywał w parku w tej miejscowości. Zwykle przesiadywał tam ze swoimi kolegami, którzy niedaleko mieszkali. Mężczyzna, który mieszkał w tej okolicy, lubił towarzystwo chłopców i w jakiś sposób przyciągał ich do siebie. 26 maja 2007 roku, podczas jednej z takich dziwnych zabaw Mateusz został zamordowany. Został tam zakopany. Zmarł w okropny sposób, był zgwałcony. Jego ubranka podrzucono na brzeg rzeki Wieprz. Celem było zatarcie śladów i upozorowanie utonięcia. Jego koledzy byli przy tym, i oni wiedzą, co się wtedy stało. Mężczyzna, który przyczynił się do śmierci chłopca, musiał wywrzeć ogromną presję na tych chłopcach i całej ich rodzinie. Uważam, że oprócz wywartej presji psychicznej, była też presja finansowa. Po prawie 9 latach będzie bardzo trudno to miejsce odnaleźć, ale jestem pewien, że szczątki Mateusza znajdziemy na terenie parku.

Także Iwona Turlej, wróżka i medium, wskazała na teren parku jako miejsce ukrycia ciała chłopca: – Byliśmy z nią w pobliżu, a ona mówi, że Mateusz ją tam ciągnie – wspomina Andrzej Żukowski, który szukał pomocy także u Rafała Nieradzika. On z kolei twierdzi, iż potrafi opuścić własne ciało i przenieść się w czasie w dowolne miejsce. W trakcie zbierania materiałów do tego reportażu – 7 marca – Nieradzik dokonał podróży poza ciałem. Relacja, którą nam przekazał jest dramatyczna i drastyczna, jednak także ona wskazuje na seksualny motyw zbrodni. Publikujemy tylko niewielki jej fragment: „Ktoś podchodzi do chłopczyka, pokazuje coś, uśmiecha się. Ten ktoś jest ciemnym, jest taki tajemniczy, nie bije z niego światło, on coś pokazuje. Chłopczyk jest trochę przestraszony, ale ten ktoś coś mu daje i chłopczyk jest uśmiechnięty. Coś, co się mu podoba, coś, co jest dla niego dobre w jakiś sposób… to przynęta. Widzę kogoś, jakiegoś mężczyznę, wyczuwam go tak. Jest on bez wyrazu, bez emocji, ale ten mężczyzna… widzę pasek, on bije tego chłopca tym paskiem, widzę też jakiś seksualny podtekst… Chłopiec jest zmuszany do czegoś… Chłopiec jest sam, w ciemności, zamknięty… Widzę też go, jak szaleje, jak jego energia krzyczy, próbuje się wydostać, szarpać wszystko. Widzę płacz, smutek, rozpacz… wszystko na raz… MATEUSZ ZOSTAŁ ZABITY, ZOSTAŁ ZABITY. MATEUSZ ZOSTAŁ ZABITY ZARAZ PO TYM, JAK COŚ ZOSTAŁO UJAWNIONE (…)”.

Prawdopodobnie, w sprawę zaginięcia Mateusza zamieszanych jest co najmniej dwóch dorosłych mężczyzn o skłonnościach pedofilskich.

Rozumie ból rodziców
We wszystkich wizjach i relacjach pojawia się tajemniczy mężczyzna, z którym Mateusza i jego kolegów miały łączyć specyficzne relacje.

Jednak to nie wszystko, także kilku mieszkańców wioski mówi mi, że chłopcy często widywani byli w towarzystwie dorosłego mężczyzny: – On im dawał różne prezenty, chwalili się nimi przed innymi kolegami. Ale nie wiem, za co ich tak nagradzał – opowiada mi mieszkaniec Ujazdowa, który wówczas był nastolatkiem.

O związek mężczyzny ze sprawą zaginięcia Mateusza zapytaliśmy w Prokuraturze Rejonowej w Zamościu: – Był przesłuchany w sprawie. Przyznał, że zna rodzinę zaginionego chłopca, która mieszkała po sąsiedzku, kojarzy z widzenia ich dzieci, bo chodziły one na ryby przez posesję jego ojca. – informuje prokurator Bartosz Wójcik – W czasie zaginięcia Mateusza nie mieszkał już w Ujazdowie. W aktach sprawy brak jest informacji na temat relacji tego świadka z miejscowymi dziećmi – dodaje prokurator. Trudno się temu dziwić, gdyż nikt go o to nie zapytał. Nikt nie pytał także chłopców.

Postanawiam nadrobić tę zaległość, odnajduję mężczyznę kilkaset kilometrów od Ujazdowa. Jest wysoko postawionym pracownikiem samorządowym. Ma ustabilizowaną sytuację zawodową i rodzinną. Wydawać by się mogło, że pojawienie się dziennikarza – pytającego o mroczną sprawę sprzed lat – może zakłócić spokojną egzystencję, wywołać emocje. Jednak mój rozmówca nie wydaje się być zaskoczony lub zdenerwowany pytaniami, które mu zadaję. Tak, jakby na nie czekał. Mimo że pojawiłem się bez zapowiedzi. Nie wiedział, że się do niego odezwę. On jednak nawet na chwilę nie traci opanowania. Jest oszczędny w słowach. Mówi spokojnym, beznamiętnym głosem, jakbyśmy rozmawiali o sprawie, która dotyczy kogoś innego. Mam nawet wrażenie, że ta rozmowa jest mu w jakiś sposób na rękę.

– Byłem w tej sprawie przesłuchany i nic więcej nie mam do dodania – zastrzega na wstępie. – Znałem Mateusza i jego kolegów, gdyż obok mojego domu często łowili ryby – odpowiada na moje pytanie o relacje łączące go z chłopcami – Ale to nie była żadna przyjaźń, do domu ich nie zapraszałem.

– Zetknąłem się z sugestiami, że to być może pan zamordował tego chłopca? – mówię wprost, co mnie sprowadza.

– Ja rozumiem ból rodziców i to, że nie mogą się pogodzić ze śmiercią dziecka – odpowiada ze spokojem – A także to, że doszukują się wszędzie przyczyny i sprawców tragedii.

– To nie rodzice przekazali mi takie sugestie. Skąd pan wie, że chłopiec nie żyje? Może został porwany i mieszka na drugim końcu świata? – pytam, i po raz pierwszy wyczuwam lekkie zmieszanie rozmówcy. Może przez kilka sekund nie wie, co powiedzieć. W końcu komunikuje beznamiętnie: – Gdy to się stało, ja tam już wówczas nie mieszkałem.

– Ale mieszkał tam pana ojciec, mógł go pan przecież odwiedzić? Ludzie we wsi mówią, że tak właśnie było.

– Ojciec sprzedał posiadłość na rok przed tą tragedią – odpowiada obojętnie po chwili wahania.

– To nieprawda, w tym czasie to należało jeszcze do jego ojca – twierdzi Andrzej Żukowski – Pamiętam, że nawet u nich policja szukała Mateusza. A jego ojciec kosił w tym dniu siano.

Sprawdziłem tę informację. Posesja została sprzedana 7 lat temu, w 2 lata po zaginięciu Mateusza. Dlaczego zatem, mój rozmówca ukrył ten fakt?

Rodzina rozpadła się
Jak mówi Andrzej Żukowski, jego rodzina po zaginięciu Mateusza niemal się rozpadła. Żukowscy na poszukiwania Mateusza zaciągnęli ogromne kredyty: – Wpadliśmy w potężne długi, z których nie sposób teraz wyjść. Pieniądze pobraliśmy na poszukiwania synka. Teraz nie mamy z czego ich spłacać – mówi zrezygnowany Andrzej Żukowski, który już po raz 6. zmienił wynajmowane mieszkanie. – Nasz dom został wystawiony na licytację przez komornika – dodaje – A ja od 9 lat choruję na nadciśnienie i cukrzycę, jestem po dwóch operacjach, ale odebrano mi rentę. Teraz jestem zarejestrowany w Urzędzie Pracy w Zamościu jako bezrobotny. Z czego mam spłacać długi? – pyta retorycznie. Po zaginięciu Mateusza sąd wyznaczył rodzinie Żukowskich kuratora. Gdy ich sytuacja materialna znacznie się pogorszyła, wówczas dwójka ich dzieci trafiła do domu dziecka, a kolejne do rodziny zastępczej: – Straciliśmy Mateuszka i zaraz jeszcze trójkę dzieci nam zabrali. Nikt nam nie pomógł, zostawili nas samych z tą tragedią. Nikt nie pomaga ludziom w takich sytuacjach, jak nasza. Zostawiono nas samych z tą tragedią. Bez żadnej pomocy. Nie mieliśmy nawet żadnego wsparcia psychologa, a powinniśmy. A ja dla innych oddałem honorowo 50 litrów krwi, i dostałem srebrny krzyż Zasłużony dla Zdrowia Narodu – nie kryje rozgoryczenia Andrzej Żukowski.

Z rodzicami została tylko najmłodsza, Martyna. Dziś ma 11 lat i jej wychowaniem zajmuje się głównie ojciec, gdyż matka pracuje na utrzymanie bliskich we Włoszech.

Ale być może Żukowscy stracą także najmłodsze dziecko. Wkrótce – na wniosek sądu rodzinnego – rodzice i córka mają przejść badania psychologiczne w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym. To dziwna sytuacja. Gdyż, zgodnie ze stanowiskiem Biura Spraw Konstytucyjnych Prokuratury Generalnej RP, z 17 kwietnia 2013 roku, sąd nie ma prawa kierować na badania do RODK oraz powoływać biegłych z dziedziny psychologii i pedagogiki w sprawach związanych ze sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem: „ (…)brak jest podstaw prawnych do tego, aby rodzinne ośrodki diagnostyczno- konsultacyjne, w obecnym statusie i usytuowaniu, wydawały opinie z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego związanych ze sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem w sprawach małoletnich, rozpatrywanych przez sądy (…)”. Wygląda na to, że w Zamościu o tym nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć?

– Miałem rodzinę, pięcioro dzieci, teraz boję się, że zostanę sam. I nigdy nie dowiem się, co się stało z Mateuszem – Andrzej Żukowski nie kryje obaw.
http://e-reporter...spod-ziemi

Smutno to czytać...
 
kaktus
czytałam o tym już i ciągle mam ogromną nadzieję, że da się to wszystko wyjasnić.
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
AndrzejZ
Zaginieni przed laty dodał(a) nowe zdjęcia (14).
25 września o 19:23 ·
26 maja 2007 roku, Dzień Matki, był ciepłym dniem. Sobotnie przedpołudnie Mateusz Żukowski spędził z tatą, Andrzejem na rybach. Zadowoleni z połowów, wrócili do domu, by nieco odpocząć, ponieważ pana Andrzeja rozbolała głowa. Dziesięcioletni wówczas Mateuszek włączył komputer i przez chwilę grał w ulubioną grę. Około godz. 14.30 przed bramą domu Żukowskich pojawili się bracia Dawid i Sebastian J. Chcieli, by Mateusz poszedł się z nimi pobawić. Pan Andrzej był świadkiem, jak chłopcy J. powiedzieli coś synowi na ucho, po czym wszyscy trzej pobiegli do parku, który znajdował się nie więcej niż 100 m od domu Żukowskich. Widocznie coś musiało zaciekawić Mateuszka, skoro tak chętnie pobiegł z chłopcami. W tym czasie pan Andrzej postanowił się chwilę zdrzemnąć, a jego żona, mama Mateuszka, odsypiała nocną zmianę po pracy. Kiedy pan Andrzej się obudził, zauważył, że Mateuszek nie wrócił jeszcze do domu, choć umawiali się, że pojadą raz jeszcze na ryby. Uznał, że syn woli bawić się z kolegami, niż iść na ryby z ojcem. Pan Andrzej zabrał więc ze sobą drugiego syna, Pawła. Kiedy pan Żukowski wrócił z połowu, dowiedział się od żony, że Mateusza nie ma w domu. Pan Andrzej był przekonany, że Mateusz jest już w domu, a jego żona myślała, że chłopiec pojechał z jej mężem na ryby. Zaczęły się gorączkowe poszukiwania. W Ujazdowie (pow. zamojski), w którym wówczas mieszkali Żukowscy nikt nie widział Mateusza. Rodzina pojechała więc do domu państwa J. do oddalonej o 1,5 km miejscowości Staw Noakowski - Kolonia. Początkowo mama chłopców J. pwiedziała Żukowskim, że Dawida i Sebastiana nie ma w domu. Mieli być u dziadka. Żukowscy pojechali zatem do dziadka chłopców, który powiedział im, że "Mateusz poszedł do Tarnogóry", co miejscowi rozumieją jako utopienie się. Nad rzeką w bardzo wysokich pokrzywach znaleziono ubrania Mateuszka. Było to bardzo dziwne, ponieważ po pierwsze Mateusz nie potrafił pływać i bał się wody. Nigdy nie wszedłby sam do rzeki a po drugie, gdyby miał się rozebrać do kąpieli, nie zrobiłby tego w pokrzywach, które sięgały mu do pasa.
Państwo Żukowscy wrócili do domu państwa J. i zaczęli dopytywać o chłopców, których nie zastali w domu ich dziadka. Mama dzieci powiedziała, że już śpią, ale po awanturze, którą wszczął pan Andrzej, pani J. przyprowadziła chłopców. Nie wyglądali na zaspanych, ani nawet na śpiących. Chłopcy byli brudni, szczególnie widoczne były zabrudzenia stóp. Nikt nie kładzie dzieci spać w takim stanie. Po co zatem pani J. kłamała?
Po tym, jak pan Andrzej zgłosił znalezienie ubrania syna nad rzeką, nurkowie przeczesali dno rzeki 17-krotnie. W większości było to robione na prośbę rodziców Mateuszka. Po Mateuszu nie było śladu.
Przepytywane zarówno przez policję, jak i przez rodziców Mateuszka, dzieci J. podały 4 wersje wydarzeń tego, co się wówczas działo. Raz nie wiedziały gdzie jest Mateusz, innym razem mówili, że odprowadzili Mateusza do domu, jeszcze innym, że rozstali się niedaleko jego domu a jeszcze innym, że Mateuszek poszedł kąpać się w rzece. Psycholog policyjny uznał, że dzieci nie konfabulują. Jak to możliwe, skoro podały tyle różnych wersji wydarzeń?! Do dziś nie wiadomo, co stało się z Mateuszem. Pan Andrzej sam przekopywał nawet teren parku, w którym bawiły się dzieci. Znalazł kość, ale analiza antropologiczna wykazała, że nie jest to kość ludzka.
Najbardziej prawdopodobne jest, że w trakcie zabawy doszło do nieszczęśliwego wypadku i w panice rodzina J. ukryła ciało Mateuszka. Policja nie angażowała się w śledztwo a nasze prywatne śledztwo pozwoliło nam dotrzeć do informacji, że dziadek chłopców był przed laty wysoko postawionym funkcjonariuszem milicji, powiązanym z UB. Wujek chłopców był natomiast jednym z policjantów prowadzących śledztwo. Niedawno sprawa trafiła do Prokuratury Generalnej. Jeśli wydarzyło się to, co podejrzewamy, czyli nieszczęśliwy wypadek, to dzieciom przecież nie grozi za to żadna kara, miały wtedy po 9-11 lat. Dlaczego jednak rodzice pozwalają na to, by dzieci żyły przez tyle lat z piętnem tego co się stało?
Drugą opcją jest natomiast uprowadzenie. Jeśli Mateusz żyje, ma dziś 21 lat. Poniżej prezentujemy progresję wiekową chłopca wraz z danymi kontaktowymi do ojca Mateuszka.
Poszukiwania dziecka całkowicie zrujnowały finansowo rodzinę. Przez kredyty stracili dom, odebrano im również dzieci twierdząc, że rodzina nie jest w stanie odpowiednio zająć się dziećmi. Żona pana Andrzeja wyjechała do pracy za granicę, by jakoś odrobić chociażby część długów. W tej chwili, na odzyskanie domu potrzeba 80 tys.zł, ponieważ jest on w rękach komornika. Pan Andrzej choruje, ale nie ma żadnego źródła utrzymania. Przez jakiś czas miał rentę. W tej chwili nie ma już nawet renty. Sam wychowuje najmłodszą córkę, Martynę, bo żona mieszka za granicą. Do końca roku potrwa zbiórka na wsparcie rodziny Żukowskich. Bardzo prosimy o wpłaty. Link do zrzutki znajduje się w komentarzu.
Zdjęcie użytkownika Zaginieni przed laty.
Zdjęcie użytkownika Zaginieni przed laty.
Zdjęcie użytkownika Zaginieni przed laty.
Zdjęcie użytkownika Zaginieni przed laty.
+11
Lubię to!
Zobacz więcej reakcji
Komentarze
Udostępnij
Chronologicznie
54 Anna Gawrzyjał, Iwona Modliborska i 52 innych użytkowników
69 udostępnień
17 komentarzy
Komentarze
Zaginieni przed laty
Zaginieni przed laty Link do zrzutki. Bardzo serdecznie prosimy o otwarcie Państwa serc na potworną tragedię tej rodziny: https://zrzutka.p...

Pomoc dla rodziny Państwa Żukowskich | zrzutka.pl
Dziesięć lat temu, w Dzień Matki…
ZRZUTKA.PL
 
AndrzejZ
Sam zgłosiłem sprawę do archiwum X z Lublina, bo nasza Policja oraz prokuratura nic w tym zakresie nie robili. Odbyło się posiedzenie w sądzie, prokurator powiedział że dzieci nie pamiętały co się wydarzyło kilka lat temu, więc zgłosiłem sprawę do Archiwum X. Poprosiłem o pomoc posła Zawiślaka z Zamościa by napisał pismo do Prokuratury z Zamościa oraz do Pana Ziobry. Bardzo dużo nam pomógł ten człowiek. Napisałem pismo do Ziobry o wznowienie śledztwa, o przesłuchanie dwóch policjantów, byłego komendanta policji z Nielisza oraz biura Kryminalnego, dwóch prokuratorów, a także rodzeństwo braci J. i ich siostry. Chodzi o zacieranie śladów.
Z Andrzejem Żukowskim, tatą zaginionego w 2007 roku Mateusza Żukowskiego – rozmawia Anna Ruszczyk.
Pamięta Pan dzień w którym zaginął Mateusz?

Tak, to było 26.05.2007 roku w sobotę w Dzień Matki. Mateusz zaginął w Ujazdowie Gmina Nielisz Powiat Zamojski Województwo Lubelskie.

Ile wówczas miał lat?

Miał 10 lat.

Jakie były okoliczności jego zaginięcia, kiedy zorientowaliście się że coś jest nie tak?

O godzinie 14.30 poszedł z dwoma braćmi w kierunku Parku. Mateusz nie powrócił. Około godziny 23 znaleźliśmy jego ubrania zwinięte w ponad metrowych pokrzywach, były schowane. Zaginął tylko w majteczkach. Dzieciaki były w tym samym wieku, jeden miał 10 lat, drugi 9. Niestety dwaj bracia J. zmieniali 3 razy wersję zdarzenia. Najpierw twierdzili że się rozstali nad wodą, potem że w parku, następnie że Mateusz miał iść do kolegi. Policyjnemu psychologowi powiedzieli natomiast że przyprowadzili go pod dom.


ŹRÓDŁO: ANDRZEJ ŻUKOWSKI

Jak wyglądały pierwsze godziny, dni poszukiwań?

Zgłosiliśmy zaginięcie na Policję, potem powiadomiliśmy nurków. Siedemnaście razy byli u nas nurkowie z Lubelskiej Straży. Mieliśmy takie szepty echosondą kamery termowizyjnej, dwa razy psa zwłokowego, psa tropiącego. Załatwiliśmy z Bydgoszczy sonar najnowszej generacji, potem załatwiłem georadar dwa razy. Najlepsi fachowcy, jeden co szukał Madzi z Sosnowca, a drugi ze Śląska. Przeszukaliśmy rzekę Wieprz, 40 kilometrów do tamy w Tarnogórze gdzie była krata.

Jakie początkowo informacje do Was napływały?

Pierwsza zgłosiła się do nas kobieta polskiego pochodzenia z Niemiec. Przedstawiła się jako Emilia Hoffman powiedziała, że Mateusza ma pani sędzia z wieloletnim stażem, żebym ja przyjechał do Niemiec, do Kolonii na Kul. Powiedziałem jej że się boję. Twierdziła że ludzie zagranicą zbierają pieniądze dla nas. Podaliśmy jej nasze konto, powiedziała nam również że ludzie tam robią dla nas paczki, bo to było przed świętami. Nie wpłynęły żadne pieniądze, nie dostaliśmy żadnych paczek. Jakiś czas potem zgłosił się chłopak z Kenszyna, który twierdził że widział tą kobietę Emilię w Giżycku u lekarza z Mateuszem. Następnie zgłaszały się inne osoby, które rzekomo widziały Mateusza w Bydgoszczy, potem na Mazurach. Potem chłopak zażądał okupu, następnie zgłosił się ochroniarz z Holandii, twierdził że ma Mateusza, chciał 700 euro. Oczywiście zgłosiłem to na Policję, nikt nie zareagował.

Kto zaangażował się w poszukiwania Mateusza?

W poszukiwania była zaangażowana Policja z Nielisza z Zamościa. Straż Rybacka z Zamościa, Straż Pożarna z Zamościa. Rodzina, sąsiedzi z innych wiosek, Wójt Gminy Nielisz, Starosta Zamojski Wojewoda. Kamil Pinkowski Detektyw z Jeleniej Góry oraz detektyw z Lublina Krzysztof Kazdrój z Lublina, a także adwokat Marcin Talacha. Chciałbym też zaznaczyć że od samego początku w poszukiwaniach bardzo nam pomagał Pan Andrzej Minko z programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.


ŹRÓDŁO: ANDRZEJ ŻUKOWSKI

Czy korzystaliście z pomocy jasnowidzów?

Tak byliśmy u Jackowskigo. Korzystaliśmy także z pomocy Krzysztofa Rybczyńskiego, Marka Szwedowskiego, Mai Danilewicz. Pewien jasnowidz twierdził że Mateusz jest gdzieś w Bangkoku ,inny natomiast że Mateusz jest zacementowany. Ja także miałem stan OB, byłem w tej wędrówce po zawale. Dowiedziałem się że Mateusz jest ukryty w ścianie. Jasnowidz Szwedowski twierdzi że Mateusz jest na terenie Pałacu w Ujazdowie, zaś Krzysztof Rybczyński, że został wywieziony do lasu i tam zakopany. Iwona Turlej Jasnowidz twierdzi że Mateusz jest na terenie Parku. Marek Szwedowski był u mnie trzy razy, jego wizje też wskazują na Pałac. Kamila Izabela Marunowska Jasnowidz twierdzi ze Mateusz jest zakopany pod Pałacem. Byłem niedawno u wróżki 89-letniej kobiety, która twierdzi że Mateusz żyje i jest w Kielcach w domu Gajownika.

A jak Pan sądzi, co mogło się wydarzyć?

Albo porwanie albo wypadek. Jeden z chłopców zwalił go z rusztowania, inni chłopcy zacementowali Mateusza w tym Pałacu, ale dla dobra sprawy nie mogę ujawniać więcej szczegółów.


ŹRÓDŁO: ANDRZEJ ŻUKOWSKI

Czy sprawą zajęli się funkcjonariusze z tzw. Archiwum X?

Tak ja sam zgłosiłem sprawę do archiwum X z Lublina, bo nasza Policja oraz prokuratura nic w tym zakresie nie robili. Odbyło się posiedzenie w sądzie, prokurator powiedział że dzieci nie pamiętały co się wydarzyło kilka lat temu, więc zgłosiłem sprawę do Archiwum X. Poprosiłem o pomoc posła Zawiślaka z Zamościa by napisał pismo do Prokuratury z Zamościa oraz do Pana Ziobry. Bardzo dużo nam pomógł ten człowiek. Napisałem pismo do Ziobry o wznowienie śledztwa, o przesłuchanie dwóch policjantów z biura Kryminalnego. Chodzi o zacieranie śladów.



Wiem, że niedawno otrzymał Pan pismo z prokuratury, co z niego wynika?

Że jak na razie postępowanie zostało umorzone, toczy się druga sprawa o zabójstwo Mateusza. O tym zaś powiadomił mnie detektyw, który dla mnie pracował Pan Kamil Pinkowski z Jeleniej Góry.

Poszukiwanie zaginionej osoby wymaga dużych nakładów finansowych, uruchomiliście konto na zrzutka.pl, jakiej pomocy teraz najbardziej potrzebujecie?

Chcemy odzyskać swój dom dlatego dzięki pomocy Anny Gawrzyjał prowadzona jest dla nas zrzutka żebyśmy mogli zebrać te pieniądze na wykupienie domu od komorników. Mieszkam w Zamościu już dwa lata za stacją. Płacę drogo 1000 złotych czynsz plus opłaty, mieszkamy w siedem osób w mieszkaniu. Na pewno przydałaby się chemia, jakaś żywność. Jestem po zawale, choruję na cukrzycę typu 2 jestem po dwóch operacjach uszu, choruję też na nadciśnienie, zapalenie trzustki, wrzody mam. Po wypadku mam umiarkowany stopień niepełnosprawności, do 2018 roku zabrali mi rentę. Teraz walczę z ZUS-em, napisałem także drugie odwołanie do Sądu do lublina.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że sprawa wreszcie znajdzie swój finał.
http://gazetasled...daB8Fu0PIW
http://swiatzagin...gspot.com/
http://slajdzik.p...eka-140088
https://www.youtu...7yatSSr4dg
https://www.youtu...eHq0_iZxPY
Edytowane przez elin dnia 18-07-2020 11:21
 
AndrzejZ
Witam serdecznie postanowiłem sobie udostępnić parę linków przepraszam ze tu nie zaglądałem ponieważ nie znałem logingu ani hasła .To tak jak się sprawy mają jak zwykle Prokuratura umorzyła postępowanie więc zgłosiłem do Ziobry oraz do Archiwum x do Lubelskiej Policji Kryminalnej .Ze względu zgłoszenia do Ziobry Arhiwum x musała przesłać ponownie Akta Mateusza do Zamojskiej Prokuratury jak wiadomo Zamojska Prokuratura nie chce się przyznać do błedów ponownie umorzyli ślectwo Akta trafiły spowrotem do Lubelskiej Policji z Archiwum x ,sprawę równierz zgłosiłem do naszego Posła z Pisu Stanisława Zawiślaka sam osobiście napisał list do Ziobry o znowienie umozonego ślecttwa czekamy na odpowieć Ziobry oto list jaki został napisany do Ziobry .

Zamość, dn. 12 lipca 2017 r.
Andrzej Żukowski
ul. Wyszyńskiego 63/35
22-400 Zamość
tel. 502 635 894
Sz. P.
Zbigniew Ziobro
Prokurator Generalny
Rzeczypospolitej Polskiej
ul. Rakowiecka 26/30
00-001 Warszawa


Dotyczy spraw o sygnaturach akt:
Sygn. Ds. 44/15 Sp „c”
Sygn. Ds. 943/07/D


Szanowny Panie!
Zwracam się do Pana z uprzejmą prośbą o zainteresowanie się sprawą zaginięcia mojego syna Mateusza Żukowskiego, do którego doszło 26 maja 2007 roku w miejscowości Ujazdów, powiat zamojski. Zaginięcie zostało zgłoszone jeszcze tego samego dnia. Mateusz miał wówczas 10 lat.
Od początku, sprawą zajmowała się zamojska prokuratura, obecnie sprawę prowadzi Pan Rafał Kawalec z Prokuratury Rejonowej w Zamościu. Działania policji i prokuratury nie są jednak wystarczająco rzetelne. Od czasu zaginięcia mojego syna, śledztwo było prowadzone przede wszystkim pod kątem utonięcia. Siedemnastokrotnie nurkowie przeczesywali dno rzeki Wieprz, z czego większość na moją prośbę, ale dziecka nie znaleziono. Nie prowadzono natomiast wystarczających działań pod kątem porwania lub morderstwa. Również poprzedni prokurator, Robert Przybysz, nic nie zrobił w sprawie mojego ukochanego dziecka.
Ostatnimi osobami, które widziały mojego syna żywego byli jego rówieśnicy, Sebastian i Dawid Jaworscy, którzy zostali przesłuchani na okoliczność sprawy, ale swoje zeznania zmieniali aż trzykrotnie. To jednak nie wzbudziło podejrzeń organów ścigania. Uznano, że chłopcy mówią prawdę, nie konfabulują. Mimo iż podawali różne wersje zdarzeń. Ubrania Mateusza znaleziono w pobliżu rzeki w ponad metrowych pokrzywach, sugerując, że Mateusz rozebrał się, by wykąpać się w rzece i zginął na skutek nieszczęśliwego wypadku, topiąc się. Absolutnie nie wierzę w tę wersję wypadków, ponieważ mój syn panicznie bał się wody i nie wszedłby sam do rzeki. Dodatkowo, były to godziny wieczorne, co jeszcze bardziej nieuprawdopodobniania tę wersję wydarzeń. Przesłuchano również wędkarzy, którzy w tamtym dniu w tym miejscu łowili ryby. Żaden z nich nie widział tam Mateusza.
Tego dnia, 26 maja 2007 roku około godz. 6 rano pojechałem z Mateuszem na ryby na skuterze, który zakupiłem 17 maja tamtego roku. Z ryb wróciliśmy około godziny 14. Mateusz włączył komputer i zaczął grać. Wtedy do bramy przy naszym domu przyjechali rowerami Sebastian i Dawid Jaworscy. Chcieli, żeby Mateusz poszedł się z nimi pobawić. Chcieli też zaświadczenie o tym, że pies, którego otrzymałem wcześniej od ich rodziny, został zaszczepiony. Chłopcy zagadywali również mnie. Prosili Mateusza, żeby poszedł się z nimi pobawić, nawet szepnęli mu coś do ucha, żeby go zachęcić. Nie wiem co mu powiedzieli, ale zaraz po tym, Mateusz pobiegł
z chłopcami do pobliskiego parku, mimo początkowej niechęci. Był to moment, kiedy widziałem mojego syna po raz ostatni.
Posesja, na której znajduje się park należała wówczas do pana Kondrata, ojca Artura Kondrata. Znajduje się tam też Dwój Ujazdowski. Pan Kondrat twierdzi, że kiedy zaginął Mateuszek, to posesja nie należała już do nikogo z jego rodziny, ale śledztwo dziennikarskie przyniosło zupełnie inny wynik. Według niego, posiadłość sprzedano 2 lata po zaginięciu mojego syna. Pan Artur Kondrat mieszka i pracuje obecnie w Rzeszowie, gdzie był lub nadal jest Miejskim Rzecznikiem Konsumenckim. Nie wiem, czy ten pan jest zamieszany w sprawę, ale nie rozumiem, dlaczego podał nieprawdziwe informacje na temat daty sprzedaży dworu.
Kiedy tamtego dnia Mateusz pobiegł bawić się z kolegami, ja poszedłem się zdrzemnąć, ponieważ bolała mnie głowa. Mateusz wiedział, że o 16 chcę ponownie wybrać się na ryby i miał pojechać ze mną. Jednak nie pojawił się w domu i uznałem, że woli bawić się z kolegami. Zabrałem na ryby mojego drugiego syna, Pawła.
W tym czasie moja żona odsypiała zmianę nocną po pracy i myślała, że Mateusz pojechał ze mną na ryby. Kiedy wróciłem do domu około godziny 21, byłem zdziwiony, że nie ma Mateuszka. Żona myślałam, że syn jest ze mną
a ja myślałem, że jest już w domu. Gdy okazało się, że żadne z nas nie wie, gdzie znajduje się syn, od razu zaczęliśmy go szukać, zgłosiliśmy sprawę na policję i pytaliśmy sąsiadów, czy ktoś go widział. Mateuszka nigdzie nie było.
Moje wątpliwości wzbudzają działania policji, prokuratury, a także zeznania Sebastiana i Dawida Jaworskich, jak również zachowanie ich rodziców, Renaty i Tomasza Jaworskich, oraz dziadka, Stanisława Palucha. Kiedy w dniu zaginięcia mojego syna miałem okazję rozmawiać z dziadkiem chłopców, zasugerował on, że „Mateusz poszedł do Tarnogóry” a to powiedzenie oznacza u nas, że „popłynął z prądem”. W trakcie poszukiwań znaleziono ubranie mojego syna nad rzeką. Było zwinięte w kłębek i schowane w pokrzywach. Gdyby mój syn chciał się rozebrać i iść wykąpać w rzece (przypominam, że to bardzo mało prawdopodobne z uwagi na jego fobię), to czy rozbierałby się w pokrzywach? Poza tym, w dniu zaginięcia, kiedy po raz pierwszy odwiedziłem dom rodziny Jaworskich, nikogo nie było w domu i pojechaliśmy do dziadka. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu. Pojechałem z żoną ponownie do domu Jaworskich, gdzie powiedziano mi, że dzieci śpią. Uparcie jednak prosiłem mamę chłopców, by ich obudziła i pozwoliła mi z nimi porozmawiać. Dzieci miały brudne nogi a na twarzach wyglądały, jakby były po spożyciu alkoholu. Przecież nikt nie kładzie brudnych dzieci do łóżka. Moje podejrzenie wzbudziło więc to, że matka chłopców mnie okłamała. Policja nie sprawdziła tego tropu, nie dociekano również, dlaczego dziadek chłopców zasugerował co mogło się stać. Czy mogło być to celowe mylenie tropów? Zastanawiam się, jaki mógł być udział rodziny Jaworskich w tym zdarzeniu. Nikogo nie oskarżam, ponieważ nie mam dowodów, ale nie rozumiem, dlaczego policja i prokuratura z góry założyły, że są oni niewinni i nie podjęły działań, które zakładałyby ich udział w tym zdarzeniu. Jest wiele przesłanek i dziwnych zachowań rodziny Jaworskich, od zeznań dzieci, po udział całej rodziny w tej tragedii, które należałoby sprawdzić.
Chciałem, żeby dzieci zostały przesłuchane przy użyciu wariografu, ale poinformowano mnie, że dzieci poniżej dziesiątego roku życia nie mogą być w taki sposób przesłuchiwane. Jednakże jeden z chłopców wkrótce ukończył dziesiąty rok życia. Wówczas również nie podjęto próby przesłuchania go. Moje dzieci, które były
w podobnym wieku, zostały przesłuchane przy użyciu wariografu. Mimo że nie są powiązane bezpośrednio z tym zdarzeniem. Dzisiaj natomiast organy ścigania uważają, że minęło zbyt wiele czasu, by Dawid i Sebastian Jaworscy mogli pamiętać to, co się wówczas wydarzyło. Dzieci podały cztery wersje tego, kiedy i w jakich okolicznościach ostatni raz widziały Mateusza. Psycholog uznał, że dzieci nie konfabulują. Sugerowano, że moja rodzina mogła mieć coś wspólnego z zaginięciem mojego syna, dlatego postanowiłem poddać się badaniu wariografem, za które kazano mi zapłacić ok. 5 tys zł. Prosiłem również o przebadanie wariografem policjantów, którzy moim zdaniem nie przykładali się do śledztwa, m. in. Jarosław Popielec i Czesław Furmanek oraz prokurator Przybył. Wówczas poszli na urlopy i zwolnienia lekarskie i nie było możliwości przesłuchania ich. Natomiast całą moją rodzinę,
z wyłączeniem najmłodszej córki, która nie miała wtedy nawet ukończonych dwóch lat, przesłuchano z użyciem wariografu.
Przez osiem lat nie miałem dostępu do akt sprawy. Policjanci zacierali ślady. Kiedy pomógł mi redaktor Janusz Szostak, wreszcie mogłem zobaczyć dokumenty. Okazało się, że jest 8 tomów po 200 stron. Łącznie około 1600 stron. Z tych akt jednak nie wynika, co stało się z moim synem. Równolegle, obok działań policji i prokuratury, prowadziłem również działania wraz z jasnowidzami i wróżkami. Najczęściej pojawiają się dwie wersje. Jedną
z wersji przedstawioną przez panią Maję Danilewicz jest to, że Mateusz zginął w nieszczęśliwym wypadku
a następnie pospiesznie ukryto jego ciało. Jedna z wróżek natomiast sugeruje, że Mateusz stał się ofiarą handlu ludźmi. Policja twierdzi, że sprawdzała doniesienie związane z widzeniami jasnowidzów i wróżek, ale kiedy przychodziłem na komisariat z nowymi doniesieniami w tej sprawie, funkcjonariusze śmiali się ze mnie, dlatego śmiem wątpić, że rzeczywiście wszystkie działania zostały przeprowadzone jak należy. A wróżki i niektórzy jasnowidze twierdzili nawet, że byli zastraszani.
Również niejasny jest udział ojca Sebastiana i Dawida Jaworskich w tym zdarzeniu. Tego dnia był widziany w miejscowości Staw Noakowski-Kolonia, ale już wieczorem tego dnia go nie było. Żona powiedziała, że wyjechał za granicę. Tego również nie sprawdzono, dlaczego nagle wyjechał i czy w ogóle wyjechał?
W czasie jednego z przesłuchań w prokuraturze, na którym byłem z moją żoną, ktoś próbował się do mnie dodzwonić. Telefon był wyłączony, dlatego ta osoba zostawiła nagranie na mojej skrzynce odbiorczej. Przesłuchałem to nagranie w obecności mojej żony, kiedy staliśmy na przystanku autobusowym wracając do domu. Na nagraniu słychać było głosy Stanisława Palucha, chłopców oraz komendanta Jarosława Popielca, który jest ojcem chrzestnym jednego z chłopców. Obecność komendanta przy tej rozmowie budzi moje obawy. Z nagrania wynikało, że 26 maja 2007 roku, chłopcy się bawili i w czasie zabawy jeden z chłopców Jaworskich zepchnął Mateuszka z drzewa i moje dziecko zmarło. Jeden z chłopców mówi na nagraniu, że była z nimi również ich siostra. Dziadek ewidentnie zdenerwował się na chłopców po tych słowach. Dzieci na tym nagraniu wskazywały, na którym drzewie się bawiły. Cała późniejsza akacja miała na celu zatuszowanie sprawy. Niestety, przez przypadek to nagranie zostało skasowane i nie mam na to żadnego dowodu. Ale policja nie sprawdziła tej informacji a udało mi się dowiedzieć, że nawet jeśli nagranie zostało skasowane w telefonie, to jest ono nadal przechowywane przez sieć telefoniczną i na wniosek policji lub prokuratury można nagranie odzyskać. Nie przesłuchano nikogo pod tym kątem, nie poczyniono żadnych działań twierdząc, że to niemożliwe. Później byłem badany wariografem, ale nie zadano mi pytania czy informacja o tym tajemniczym telefonie była prawdziwa. Jestem gotów ponownie poddać się badaniu wariografem i potwierdzić, co na tym nagraniu usłyszałem. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że Mateuszek mógł zostać zamurowany w pobliskim dworku.
Zastanawia również fakt, jak to możliwe, że za każdym razem, kiedy policja miała prowadzić jakieś czynności, rodzina Jaworskich wcześniej o nich wiedziała. Na przykład, kiedy miało być przeprowadzone przeszukiwanie na terenie ich posesji, byli na nie przygotowani, jakby ktoś ich wcześniej uprzedził. Ten fakt jest bardzo zastanawiający zważywszy na to, że ówczesny komendant policji był blisko związany z rodziną (jako chrzestny jednego z dzieci) a dziadek najprawdopodobniej był funkcjonariuszem milicji, na co wskazuje informacja zawarta w archiwach IPN Lublin.
Od dziesięciu lat poszukuję mojego syna i jako kochający ojciec wierzę, że dojdę sprawiedliwości i dowiem się, co stało się z moim ukochanym dzieckiem. Jestem jednak bezsilny, ponieważ nie posiadam środków pieniężnych, które pozwoliłyby mi na wynajęcie detektywa. Działania, które do tej chwili podjąłem wymagały ode mnie ogromnych nakładów finansowych, na skutek czego, straciłem dorobek całego życia, komornik zajął nawet mój dom. Samotnie wychowuję moją dwunastoletnią córkę i oprócz miłości i pragnienia rozwiązania zagadkowego zniknięcia mojego syna Mateusza Żukowskiego, nie mam już nic. Odebrano mi rentę, mojego syna ktoś usiłuje „wrobić” w gwałt i teraz przebywa on w areszcie śledczym, choć lekarz stwierdził, że do gwałtu nie doszło
a dziewczyna, która go oskarża, w dziwnych okolicznościach wyjechała do Szwajcarii i jest niedostępna. Bardzo przypomina to działania SB w sprawie śmierci księdza Zycha, gdzie prawie wszyscy świadkowie „rozpłynęli się” w powietrzu i są nie do namierzenia. Moja rodzina rozpadła się, pozostałem sam na placu boju, ale z całego serca pragnę poznać prawdę o tym, co stało się z Mateuszkiem i mam nadzieję, że winni zostaną ukarani.
Proszę Pana o pomoc w rozwikłaniu tej sprawy, ponieważ lokalne organy nie przykładają się do jej rozwiązania. Jest Pan dla mnie ostatnią deską ratunku. Uważam, że prokurator Rafał Kawalec nie robi nic, co przyczyniłoby się do odpowiedzenia na pytanie o to, gdzie jest teraz mój syn. Apeluję o zajęcie się tą sprawą przez Prokuraturę Krajową, ponieważ tylko wówczas będę miał pewność, że uda się odnaleźć mojego syna.




Z wyrazami szacunku
 
elin
Bardzo Ci współczuję, Andrzeju, braku wiedzy nt. losów syna.
 
elin
Co to za stwierdzenie w tym wywiadzie: dom Gajownika? O co chodziło jasnowidzce?
http://gazetasled...eZsEWi0PIX
Edytowane przez elin dnia 17-10-2017 23:10
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.16 - 23 zapytań MySQL 5,946,414 unikalnych wizyt