Seo tools

www.szukamywas.pl - Forum dyskusyjne: Robert Wójtowicz (Data zaginięcia: 1995/01/20)
Wrzesień 27 2020 11:46:58
Nawigacja
· Start
· Forum
· Regulamin
· Plakaty do pobrania
· Pinterest
· Kanał Youtube
Aktualnie online
· Gości online: 3

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 138
· Najnowszy użytkownik: aga__0145
Zobacz temat
 Drukuj temat
Robert Wójtowicz (Data zaginięcia: 1995/01/20)
gl_administrator
Za kontakt z rodzinami zaginionych odpowiedzialna jest marta wawa. Jeśli macie jakąś ważną informację prześlijcie ją najpierw do wyżej wymienionej osoby. Każda rodzina, której zaginął ktoś bliski znajduje się w specyficznej sytuacji i nie zawsze chce rozmawiać o swoich problemach z kilkoma osobami. Poza tym, każdy trop trzeba najpierw sprawdzić. Z góry dziękujemy za zastosowanie się do prośby. Administracja www.szukamywas.pl

Robert Wójtowicz
Data zaginięcia: 20 stycznia 1995 roku
Wiek w dniu zaginięcia: 21 lat
miasto, w którym zaginął: Kraków

okoliczności: "Robert(...) wyszedł na wykłady na UJ, jednak tam nie dotarł. Od tamtej pory nikt Go nie widział i nikt nic nie wie."
http://www.fotosi...91858.html

Styczniowe popołudnie 1995 r. Robert Wójtowicz wychodzi z domu na nowohuckim osiedlu i kieruje się na uczelnię. Styczniowe popołudnie 2010 r. - Roberta ciągle nie ma, do tej pory nie wrócił do domu. Rodzina nigdy nie dostała od niego żadnej wiadomości. Nie wie, gdzie chłopak może być, ani co się z nim dzieje. Ciągle czeka. Wierzy, że wróci. Jej życie wywróciło się do góry nogami - pisze Barbara Sobańska
Każde stuknięcie do drzwi budzi w nich nadzieję. Może to Robert wraca? Każdego dnia czekają na to stuknięcie. Bezskutecznie. Od 15 lat. Nie poddają się jednak.

W zadbanym saloniku na ścianie między dwiema paprotkami wisi zdjęcie 23-letniego Roberta. Dziś powinien mieć 38 lat. Nie wiedzą, jak wygląda. Nie wiedzą, gdzie przebywa. Nie wiedzą, czy żyje. Ciągle czekają - na Roberta albo na jakąkolwiek informację o swoim synu i bracie. Matka, Helena Wójtowicz, odwrócona do okna, ociera cisnące się do oczu łzy. Nie może mówić. Ojciec, Lech Wójtowicz, nerwowo tłumaczy, że Robert nie zginął ot tak, że ktoś musiał mu w tym pomóc.

Jak kamień w wodę
Robert zwyczajnie wyszedł na zajęcia. Studiował psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przeniósł się na ten kierunek z Wojskowej Akademii Medycznej, bo chciał być lekarzem, ale w cywilu. Na Akademię Medyczną się nie udało, więc wybrał psychologię.

- Dwudziestu kandydatów startowało na jedno miejsce, miał chłopak głowę na karku - mówi ojciec. - Najpierw chciał zostać pilotem, skończył nawet technikum w Dęblinie, ale wybrał medycynę, żeby służyć ludziom. Robert był spokojnym chłopakiem. Dużo czytał, należał do duszpasterstwa akademickiego, nie miał dziewczyny.

- Nigdzie nie chodził, siedział w domu i uczył się - mówi matka łamiącym się głosem. - Dlatego od razu się zaniepokoiłam, gdy wieczorem nie wrócił do domu. W sobotę rano zaczęliśmy wydzwaniać po znajomych, szpitalach, na policję. Ale zgłoszenie przyjęli dopiero w poniedziałek, bo mówili, że może został u dziewczyny, żeby jeszcze poczekać.

Ojciec natychmiast wrócił z kontraktu z Rosji i rozpoczął poszukiwania na własną rękę. Szukał syna po dworcach, po różnych ujotowskich instytutach, przepytał środowisko akademickie i studenckie. Nic. Jak kamień w wodę.
Status: zaginiony
Przez te 15 lat próbowali znaleźć Roberta na wszystkie sposoby. Prokuratura po trzech miesiącach umorzyła sprawę o uprowadzenie, gdyż nie wykryto sprawców. Policja ciągle prowadzi tę sprawę, ale na razie bez żadnych rezultatów.

- Sprawdziliśmy każdą informację i każdy ślad, który pojawił się w tej sprawie i wciąż szukamy nowych tropów - zapewnia Katarzyna Padło z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. - Analizujemy i porównujemy różne informacje pojawiające się w związku z zaginięciem, sprawdzamy bazy danych, a co jakiś czas różne miejsca i okoliczności.

Informacja o poszukiwaniu Roberta Wójtowicza znajduje się w policyjnej bazie danych, zatem gdyby jakikolwiek funkcjonariusz na terenie Unii Europejskiej wylegitymował osobę odpowiadającą danym Roberta, powiadomiłby jednostkę prowadzącą poszukiwania - dodaje Padło. Ale na razie nikt nikogo o niczym nie powiadomił.

Robert ciągle ma ten sam status: zaginionego. Jasnowidze i wróżbici, bo po ich pomoc rodzina też sięgała, mieli różne hipotezy - od uprowadzenia po śmierć. Ale żaden nie wskazał miejsca pobytu Roberta - ani żywego, ani martwego. Nie pomogły komunikaty w mediach, nic nie wskórali redaktorzy skutecznego przecież programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Nic nie wskórały prywatne agencje detektywistyczne.

To gorsze niż śmierć
Rodzina też przemyślała dokładnie wszystkie możliwości. Matka nie dopuszcza myśli, że syn może nie żyć, stawia na uprowadzenie do sekty, bo chłopak był łatwowierny. Ojciec bierze pod uwagę morderstwo, ale nie wypadek. Przypuszcza, że syn mógł paść ofiarą eksperymentu medycznego - może dostał jakiś środek i stracił pamięć, żyje gdzieś obok, ale nie wie, kim jest. Ma pewność, że nie wyszedł z domu z własnej woli, jest w to zamieszany ktoś trzeci.

- Na pewno nie uciekł, bo w domu była dobra atmosfera, z rodzeństwem był zżyty - dodaje matka. - Dopiero później rodzina popękała. Odkąd Robert zaginął, nie śmiejemy się - płacze matka.
- Czekamy - mówi ojciec. - To gorsze niż śmierć, przeżywamy bardziej niż ci, którym umarł ktoś bliski. Wolałbym znać najgorszą prawdę, zapalić świeczkę i pożegnać, niż czekać na syna, który utkwił gdzieś między niebem a ziemią.

- Rodziny, które szukają zaginionych latami, nie mogą przeżyć żałoby, przejść przez jej etapy - od szoku, zaprzeczania po pogodzenie się lub akceptację - wyjaśnia Aleksandra Andruszczak, psycholog z Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych "Itaka". - Nie wiedzą na czym stoją, kogoś po prostu nie ma. Trudno się z tym pogodzić, a czasem trzeba.

Dlatego rodziny często nie wytrzymują tej presji, szczególnie gdy zaginie dziecko. Rozpadają się.
- Każda rodzina wcześniej czy później potrzebuje pomocy - mówi Andrusz-czak. - Na początku oddają się poszukiwaniom, ale gdy wyczerpią wszystkie możliwości, pojawia się pustka. Zatrzymują się na dniu, gdy ktoś zaginął, analizują go na wszystkie sposoby. Wtedy potrzebują wsparcia.

Wójtowiczowie otwarcie mówią: "Nasza rodzina to katastrofa, nie działa tak jak powinna, nie tak miało być. Emocje ciągle falują, końca nie ma. Rany są ciągle otwarte i bolą". - Rodziny często obwiniają się, że nie mogą nic zrobić, że są bezradne - dodaje psycholożka. - Nie rozumieją, że nie mają na to wpływu. Nie potrafią cieszyć się życiem, bo myślą ciągle o zaginionym członku rodziny. Może jest mu źle? Może cierpi? Cała radość życia znika za jednym zamachem.
Szukamy do skutku
Zaginionych szuka się do skutku.Dopóki się nie znajdzie człowieka żywego albo niezbitych dowodów jego śmierci. - Zawsze jest szansa, że zaginiony się odnajdzie - mówi Piotr Fajer z Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych "Itaka".

- Proponujemy publikacje w mediach, przejrzenie bazy zwłok nn, którą prowadzimy, zawiadamiamy straż miejską, szpitale, ośrodki pomocy społecznej, firmy taksówkarskie, pomagamy rodzinom prowadzić działania poszukiwawcze, bo to głównie rodziny szukają zaginionych: rozwieszają plakaty, które można wydrukować na naszej stronie internetowej. Zapewniamy osobom poszukującym pełne wsparcie psychologiczne i prawne oraz anonimowość. Rodziny reagują bowiem różnie. Jedne są bardzo zdeterminowane, inne sparaliżowane tym wydarzeniem - mówi Piotr Fajer.

Itaka ściśle współpracuje z policją, która nadaje status zaginionego. A jest kogo szukać, bo rocznie ginie około 15 tys. Polaków i z roku na rok więcej. W 2008 roku w Małopolsce policja poszukiwała 1207 zaginionych, w 2009 roku - 1246, w tym - już 248 do 17. roku życia i 11 dzieci do 9 lat. Małopolska policja nie odnotowała w ostatnim czasie zaginięć związanych ze zdarzeniami kryminalnymi, np. zabójstwami czy uprowadzeniami.

Lawinowo rośnie liczba zaginięć Polaków za granicą. - Czasem sami zrywają kontakt, ale zdarza się, że Polakami, którzy popadli w kłopoty finansowe, opiekują się Romowie, a potem przetrzymują ich wbrew ich woli - zabierają im wypłaty i dokumenty - mówi Fajer.

Giną ludzie w różnym wieku - od dzieci po staruszków. Dlaczego? Jak? - Przyczyny są bardzo zróżnicowane, od tych ogólnych, dotyczących trybu życia, rozluźnienia więzi rodzinnych, mniejszego poczucia odpowiedzialności za innych, po bardzo osobiste, związane z przeżywaniem konkretnych problemów życiowych - wyjaśnia Katarzyna Padło z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

- Nieletni chcą przeżyć przygodę albo uciekają od problemów, małe dzieci najczęściej ulegają nieszczęśliwym wypadkom albo gubią się w tłumie. Ucieczki nieletnich to 20 proc. wszystkich zaginięć, większość z nich odnajduje się w ciągu dwóch tygodni.

- Dzieci uciekają przed problemami swoimi i dorosłych. Gdy w rodzinach brakuje rozmowy, wsiadają w pociąg i jadą do Warszawy albo na Śląsk - mówi Piotr Fajer z Itaki. - Zaginięcia dorosłych to często świadome zerwanie kontaktów z rodziną. Czasem przyczyną są choroby psychiczne. Osoby starsze często giną po zasłabnięciach albo amnezji. Gdy ktoś traci pamięć i zaczyna sprawiać kłopoty, jest zabierany do szpitala i trafia do rejestrów osób zaginionych. Jeśli jednak problemów nie robi, często błąka się po rozmaitych ośrodkach pomocy albo zostaje bezdomnym.
Odnajduje się 70-75 proc. osób zaginionych. Niektórzy po paru godzinach, inni po kilku latach. Co piąty zaginiony nie żyje - to ofiary morderstw i nieszczęśliwych wypadków.

- Większość spraw udaje się wyjaśnić, niestety są i bardziej skomplikowane, których rozwikłanie trwa znacznie dłużej - mówi Katarzyna Padło. - Zdarza się, że ktoś chce zerwać dotychczasowe więzi i rozpocząć "nowe życie" albo uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, a nie ma przy sobie dokumentów i nie można go zidentyfikować.

Niekiedy nawet po długim czasie udaje się dotrzeć do osoby zaginionej, która funkcjonuje w innym środowisku. Zdarza się, że rodzina zgłaszając o zaginięciu nie zna różnych szczegółów faktycznego życia zaginionej osoby lub też - powodowana wstydem, poczuciem winy czy nie wierząc w możliwość jakiegoś zachowania - ukrywa pewne fakty czy okoliczności, które mają znaczenie dla poszukiwań.

Co więcej mogę zrobić?
Na 15. rocznicę zaginięcia Roberta Wójtowicza jego ojciec zamierza oplakatować Kraków. Już zaczął rozwieszać informacje w sklepach.W 15 kościołach zamówił msze za zaginionego syna. Rozesłał informacje do wszystkich mediów - gazet, telewizji, portali internetowych. Komunikat o zaginionym będzie wyświetlany w krakowskich autobusach.

Chciałby, aby 20 stycznia uczynić dniem wszystkich zaginionych i poszukiwanych, którzy zapodziali się gdzieś, nie z własnej woli. Bo zmarli mają taki dzień, zakochani, nawet zwierzaki, a zagubieni nie.
- Co więcej mogę zrobić? - pyta sam siebie Lech Wójtowicz. - Co więcej?
http://www.gazeta...l?cookie=1
gl_administrator dodał/a następującą grafikę:


[46.36kB]
Edytowane przez elin dnia 18-07-2020 17:11
 
Lilaszon
Dokładnie, śladów brak, poszlak brak, świadków brak. To wstrząsające, że młody, zdrowy facet się rozpłynął W ŚRODKU MIASTA, w GODZINACH POŁUDNIOWYCH. Nikt nic nie widział i nikt nic do tej pory nie wie...
 
lornetka
W tym artykule podanym wyżej przez karcika napisano, że miał ze sobą paszport. Może po prostu wyjechał ?? Bo kto nosi ze sobą paszport ?
 
halucynacja
Lornetko kochanie, padła możliwość wyjazdu, ale tak ambitny i zdolny chłopak chciałby wszystko zostawiać?? Czytałam zeskanowany ostatni list od niego do Jego Taty. I ktoś kto pisze do rodziców "Mamusia" "Tatuś" nie zostawił by rodziny ot tak. Czytałam też komentarze ludzi, że wzięli go na organy. Brutalnie to brzmi, ale znali grupę krwi chłopaka bo był dawcą, chciał zostać lekarzem ale nie wojskowym. A te lata 90' były trochę zagmatwane i ciemne.. No nie wiem.. Trudno mi myśleć o fatalnym zakończeniu sprawy. Dużo czytam o nim i o tym wszystkim i nie wierzę żeby ot tak się rozpłynął.. Co się z nim dzieje?? Frown
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
marta wawa
Kochani Rodzina Roberta dołączy do naszego forum
 
halucynacja
Czekamy na Państwa!
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
lornetka
a Robert zawsze nosił ze sobą paszport ? wiem, że biorąc pod uwagę relacje rodzinne wyjazd może wydawać się mało racjonalny, ale ten paszport wciąż mnie zastanawia

o organach wolę nawet nie myśleć
 
aga_0145
lornetka napisał(a): Bo kto nosi z
e sobą paszport ?


Ja swojego czasu nosiłam nawet książeczkę zdrowia
"Psy szczekają, karawana jedzie dalej"
 
halucynacja
lorneciu ja również nosiłam paszport kiedyś ze względu na to, że jest on również dowodem tożsamości.
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
lornetka
Wolałabym żeby się okazało, że Robert wyjechał niż że nie żyje Sad
 
halucynacja
Dokładnie.. Też o tym myślę...
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
marta wawa
SPytam o to,
 
Lilaszon
Też nie sądzę, by wyjechał, miał plany na kilka kolejnych dni, uczył się świetnie - nie miał powodów, by to wszystko rzucać.
Wrażliwy facet na pewno nie chciałby, żeby rodzina umierała z niepokoju, gdyby wyjechał to pewnie zostawiłby chociaż najmniejszą, krótką wiadomość. A paszport? Cóż, sama swego czasu nosiłam paszport przy sobie, np. kiedy zdawałam egzamin na prawko, a nie miałam jeszcze dowodu osobistego, mógł robić za dokument potwierdzający tożsamość.

Oczywiście, nie ma co gdybać, jest za mało informacji w tej sprawie, by sugerować cokolwiek.
 
halucynacja
Można wymyślać tylko tezy.. I szukać na miarę własnych możliwości..
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
aga_0145
justyna1985 napisał(a):
jak sie tam dostac


Że niby do sekty? Jak Oni już kogoś mają nie wypuszczają tak łatwo.
"Psy szczekają, karawana jedzie dalej"
 
halucynacja
Właśnie to jest to że taka wtyka może mieć ciężko, bo jak już człowiekowi się uda wyrwać z takiego bagna to sekta nakłada na niego kary itd... Nie jest to ciekawe. Jedynie co mi sie podoba to można przeprowadzić wywiad z jakimiś księżmi czy teologami o strukturze takiej sekty itp. Może mają oni tam jakieś wtyczki?? Poza tym sekt jest multum i jeszcze ciut ciut i nie wiadomo do której Robert mógł trafic...
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
aga_0145
Yy... znalazłam coś ciekawego:

W Polsce działa pod nazwą Wspólnota Niezależnych Zgromadzeń Misyjnych „Rodzina” i posiada przynajmniej dwa ośrodki: w Piasecznie i Karpaczu. „Działalność tej sekty – głosi raport BBN – łączona jest z tajemniczymi zaginięciami i uprowadzeniami ludzi młodych zarówno na terenie Polski, jak i w innych państwach. W Polsce prowadzi ona szeroką działalność propagatorską, (...) a także werbunkową głównie w szkołach i placówkach opiekuńczo-wychowawczych, proponując usługi w zakresie nauczania języków obcych oraz pogadanek na tematy zapobiegania narkomanii i AIDS. Każdy, kto nawiąże kontakt z grupą nakłaniany jest do opuszczenia rodziny.
Członkowie są odizolowywani całkowicie od swych rodzin i przyjaciół, przebywają w ośrodkach sekty na terenie kraju tylko czasowo, skąd pod zmienionymi nazwiskami wyjeżdżają za granicę, gdzie są wynaradawiani, aby po latach powrócić do kraju jako całkowicie posłuszni przywódcy sekty. (...) Żaden z jej członków nie pracuje zawodowo".
Edytowane przez aga_0145 dnia 28-11-2010 20:32
"Psy szczekają, karawana jedzie dalej"
 
halucynacja
o.O Jest wiele sekt i każda sekta ma to do siebie, że izoluje człowieka od świata.. Mogli to być oni, ale może to być również całkiem inna sekta. Moim zdaniem należy szukać sekt, które były najbardziej aktywne w latach 90'
Edytowane przez halucynacja dnia 28-11-2010 20:44
Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach!
 
aga_0145
Ja się bardziej skupiłam, że ta sekta jest wiązana z zaginięciami....
"Psy szczekają, karawana jedzie dalej"
 
aga_0145
http://www.katoli...mp;id=1659 wywiad z księdzem (z krakowa) o sektach:

Ks. prof. Andrzej Zwoliński, kapłan diecezji krakowskiej. Ur. 18 marca 1957 roku w Radwanowicach. Profesor doktor habilitowany teologii (katolicka nauka społeczna). Święcenia kapłańskie otrzymał 16.05.1982 w Krakowie z rąk ks. kard. F. Macharskiego. Obecnie kierownik Katedy Katolickiej Nauki Społecznej w PAT oraz dyrektor Wydawnictwa Naukowego PAT. Autor bardzo wielu publikacji zwartych i artykułów naukowych.

Ostatnio nakładem Wydawnictwa Salwator ukazała się książka: "Sekty w internecie"


ks_Zwolinski: Witam i zapraszam do zadawania pytań

symphia: Witam księdza .... pytanie mam takie ..... jak polskie prawo definiuje pojęcie sekty ?

ks_Zwolinski: W Polskim prawie nie funkcjonuje pojęcie sekty. Prawo opisuje okoliczności destrukcji, ataku na dobro człowieka, na dobro kultury, na wolność obywateli. W konsekwencji na płaszczyźnie prawa można jedynie mówić o destrukcyjnych grupach.

Pan_Tadeusz: jak odróżnić sektę od prawdziwego kościoła?

ks_Zwolinski: Istotny jest element destrukcji przybierający najczęściej formę manipulacji. Ukrywa się prawdziwy cel na różne sposoby wykorzystując aktywność członków grupy.

Julianna: Co Kościół robi, aby je likwidować?

ks_Zwolinski: Kościół prowadzi działalności informacyjną. W dokumentach Kościołach nie ma wezwania do dialogu z sektami gdyż z założenia zawierają one element kłamstwa nie poszukują prawdy.

Baal_Szem: Czy należy obawiać się każdej jednej organizacji oferującej nam np zajęcia z Jogi za darmo, czy nie mogę traktować tego jak zabawy i dobrego sposobu na aktywność?

ks_Zwolinski: Nie każda oferta jogi musi być niebezpieczna bowiem często wynika ona z przedefiniowania pojęcia. Gdy jogę rozumiemy jedynie jako ćwiczenie gimnastyczne nie jest groźna lecz jednocześnie nie jest ona pełna, gdyż prawdziwa oferta jogi zakłada przyjęcie idei i filozofii Wschodu.

pirate: Czy jest księdzu znana ilość sekt internetowych w Polsce? Jak tak, to ile ich jest, i jak wygląda taka "internetowa sekta"

ks_Zwolinski: Statystyka wszystkich sekt jest niezwykle myląca, gdyż niektóre np. grupy Moona występują pod kilkunastoma nazwami. Tym bardziej w internecie oferty trudno powiązać z daną grupą sekciarską gdyż np. idee scjentologii mogą być obecne w zwykłych grach science-fiction.

Pan_Tadeusz: Czy Kościół Zielonoświątkowy to sekta?

ks_Zwolinski: Kościół Zielonoświątkowy nie jest sektą lecz niektóre z grup zielonoświątkowców (grupy pentacostalne) łatwo mogą się przerodzić np. pod wpływem lidera w grupę izolowaną i manipulowaną.

art: Jak się ustrzec przed trafieniem do sekt?

ks_Zwolinski: Najlepszą "obroną" jest świadomość tego kim się jest a więc silne poczucie własnej tożsamości ze Wspólnotą Wyznaniową. Można więc powiedzieć: broni nas nasza wiara podbudowana i pogłębiana.
Edytowane przez elin dnia 18-07-2020 17:16
"Psy szczekają, karawana jedzie dalej"
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.18 - 23 zapytań MySQL 5,657,708 unikalnych wizyt