Tytuł: www.szukamywas.pl :: Tomasz D. (Data zaginięcia: 2002/01/15)

Dodane przez elin dnia 15-05-2013 09:50
#2

http://www.rp.pl/...14764.html
http://www.poszuk...secki.html

„Śmierć jest tylko ostateczną podróżą astralną, która przeniesie cię w szeroki, nowy świat doświadczeń” - zapewnia tajemniczy podręcznik, który był dla niego jak przewodnik. Ale nawet jego nie zabrał ze sobą.

Obudziło ich przejmujące zimno. Lodowaty wiatr hulał po domu. Ze zgrozą stwierdzili, że wszystkie drzwi wiodące na podwórze są pootwierane na oścież. A przecież była sroga zima, minus piętnaście stopni Celsjusza! Jak to się mogło stać? Po chwili okazało się, że zaspali, a to w rodzinie D. z Rabinowa koło Lubrańca nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Jednak najważniejsze odkrycie dopiero ich czekało.

Po co to zrobił?

- Zaczęłam pospiesznie budzić naszych pięciu synów. Szybciej, bo nie zdążycie do szkoły! - Ryszarda D. pamięta każdą sekundę tamtego poranka sprzed siedmiu już lat. - Gdy w biegu robiłam śniadanie, zauważyłam, że tylko Tomek nie wstał. Nic się nie ruszało w jego części pokoju, odgrodzonej meblościanką. Krzyknęłam do niego. I jestem pewna, że mi odpowiedział. Zza mebla dobiegł jakiś pomruk. Zrozumiałam, że i on wstaje.
Tomka jednak za meblościanką nie było. Jego łóżko było puste. Za to na stoliku paliła się biała świeca, a w czterech kątach pomieszczenia rozsypana była sól. Gdy rodzice to zobaczyli, po prostu oniemieli.

- Zrozumieliśmy, że to on pootwierał drzwi wychodząc z domu - tłumaczy Józef D. - Ale przecież jego ciuchy leżały na swoim miejscu! Czyżby wyszedł nagi?
W panice zaczęli przeglądać ubrania syna. Okazało się, że osiemnastolatek założył długo nieużywane letnie spodnie ojca. Związał je najpewniej sznurkiem, bo paska nie zabrał. Ubrać musiał biały golf i czarną, cienką kurtkę jeansową. Z butów zimowych też zrezygnował, założył lekkie adidasy.

- To nie był strój na taki mróz! - mówi Józef D. - W tym momencie już wzywaliśmy policję. Baliśmy się najgorszego.
Jednak nie był to koniec niezwykłych odkryć. W łazience rodzina znalazła resztki jasnej farby do włosów. A na oddalonej sto metrów od domu śniegowej zaspie - talerzyk, ścierkę i grzebień umazane właśnie tą substancją.
- Syn musiał sobie ufarbować włosy - tłumaczy matka. - Tylko po co, na miły Bóg, to zrobił?
Kolejnym śladem było zdjęcie legitymacyjne Tomka, które znalazł na przystanku w pobliskim Żydowie chłopak z sąsiedniej wsi. Tak jakby Tomek dał sygnał, że w świat ruszył autobusem PKS.

Absolutnie niezwykły

Po dwóch tygodniach zadzwoniła koleżanka Tomka ze szkoły plastycznej, która zapewniła, że widziała go tamtego dnia zmarzniętego o siódmej rano na stacji we Włocławku, gdzie miał studiować rozkład jazdy pociągów. Jednak nie podeszła do niego, czego bardzo teraz żałuje.

I to wszystko. Koniec sygnałów. Wszelkie standardowe poszukiwania nie dały rezultatu. Zrozpaczeni rodzice ruszyli więc do jasnowidza. - Krzysztof Jackowski z Człuchowa wziął rzeczy syna, powąchał i aż podskoczył z wrażenia - wspomina ojciec. - Pytał, czy wiedzieliśmy, kogo mieliśmy w domu. Zapewniał, że to człowiek absolutnie niezwykły, o silnym umyśle, który „wymyka mu się”. Najpierw twierdził, że syn żyje, przemieszcza się i zaciera ślady. Potem zmienił zdanie, mówił, że Tomek jest przetrzymywany w jakiejś szopie koło tamy we Włocławku. Według kolejnej wizji, miał zostać utopiony w porcie lodołamaczy. Policja sprawdzała te miejsca. Ale jasnowidz ostatecznie chyba się poddał. Czyżby syn mu się faktycznie... wymknął?

Co ciekawe, w podobnym tonie o Tomku mówią jego nauczyciele.
- To był naprawdę niezwykły uczeń. Taki, którego się nie zapomina - zapewnia Krystyna Umińska, nauczycielka chemii w Prywatnej Ogólnokształcącej Szkole Sztuk Pięknych we Włocławku. - Profesor Zbigniew Puczyński, który uczył wtedy u nas rysunku, a dziś jest prorektorem Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, zawsze powtarzał, że marzy, by trafił mu się taki student. Tomek zdobywał czołowe miejsca w wielu krajowych konkursach plastycznych. Otrzymał też, jako jeden z trzech w Polsce, specjalne stypendium ministerialne. A przy tym absolutnie wzorowy uczeń, uczynny, chętny do pracy społecznej, bardzo grzeczny, choć zarazem mało wylewny. Nie chciał mówić o sobie. Odpowiadał zaledwie na pytania.

Profesor Zbigniew Puczyński, uczący w liceum rysunku, widział w pracach Tomka jego ogromny talent.

Policja prowadząca poszukiwania wpadła na pomysł, że być może tajemnica niezwykłego zniknięcia tkwi w obrazach i rysunkach Tomka. Zarekwirowano większość tych, na których pojawiły się tajemnicze symbole. W domu D. pozostało ciągle jednak wiele prac plastycznych syna. Wśród nich sporo niezwykłych.

- Kiedyś, gdy był dzieckiem, namalował truskawki w taki sposób, że aż chciało się je zjeść. Ostatnio tworzył coś takiego - ojciec pokazuje czarno-białą pracę, przedstawiającą zarys leżącej postaci, z której wychodzą jakieś promienie, a nad nią dwie dłonie i niewyraźny znak - trójkąt w kole.

Bliskich najbardziej zaskoczyło przemalowanie bardzo udanego autoportretu. Choć Tomek nosił długie włosy, zamalował je i przedstawił siebie z krótką fryzurą. Jakby chciał zmienić swój wizerunek. A może też i siebie?
- To był dzieciak niezwykle skromny i oszczędny - dodaje Ryszarda D. - Nigdy na nic nie chciał pieniędzy. Za te 4200 zł stypendium kupił sobie tylko garnitur, bo miał iść na studniówkę jako osoba towarzysząca. W sobotę miał być ten bal, a on zniknął we wtorek. A całą resztę nam zostawił. Wcześniej mówił, że nie powinniśmy na niego tyle wydawać. Chodziło mu o czesne w szkole. Rano pytał mnie, czy mam na chleb, a raz spytał, jak bym zareagowała, gdyby wstąpił do zakonu. Przeraziłam się. Może lepiej księdzem zostań - powiedziałam. Ale to go nie interesowało. Mówił, że Jezus nauczał za darmo, a księża biorą pieniądze, więc to nie dla niego.

Przez chwilę rodzina podejrzewała nawet, że Tomek mógł faktycznie, jak to mówiło się kiedyś, uciec do jakiegoś zakonu, ale przecież już nie te czasy, a on nie zabrał ze sobą żadnych dokumentów. Zresztą... ta sól i ta świeca, coś tu wyraźnie nie pasuje.

- Tamtego ranka na widocznym miejscu znalazłam jeszcze to - gospodyni pokazuje podniszczoną książkę. - Tu jest coś o soli. Ale jakoś nikt z nas nie mógł tego dokładnie przestudiować.

Poza ciałem

„Podróże astralne” Richarda Webstera. Książka reklamująca się jako praktyczny podręcznik pokazujący „jak pokonać czas i przestrzeń w doświadczeniach poza ciałem”. Podobnych pozycji na temat tak zwanego OOBE (ouf of body experience) jest na rynku sporo. Jednak ta wydaje się szczególnie klarownie napisana. Znajdują się w niej bardzo sugestywnie podane ćwiczenia relaksacyjne, będące wstępem do... uwolnienia ciała astralnego. Adept sztuki OOBE ma nauczyć się wychodzić z ciała fizycznego i przemieszczać w dowolne rejony świata. O soli jest tu rzeczywiście mowa, używanej w rytuale, który ma ochronić ciało fizyczne w czasie, gdy jego właściciel podróżuje. Podobną rolę odgrywa biała świeca.

Nieprawdopodobne? Oczywiście. Ale w Internecie znaleźć można setki relacji astralnych podróżników - OOBE jest znane i popularne na całym świecie. Jednak wszyscy ze swoich ekscytujących podróży wracają do ciała. A w tym przypadku ciało zniknęło.

Ryszarda i Józef każdego dnia wracają pamięcią do tamtego wydarzenia sprzed siedmiu lat. - Najgorsze było pierwsze pół roku - wyznają. - Przeżyliśmy ten okres na tabletkach. Ale do dziś serce się ściska na samo wspomnienie.

Co ciekawe, na stronach tego podręcznika przeczytać można, w jaki sposób w trakcie podróży hipnotyzować ludzi, ukazywać się określonym osobom, sprawiać, by słyszały pewne dźwięki, a nawet przenosić lekkie przedmioty. A wszystko to pasuje do tej nieprawdopodobnej historii. D. do dziś są przekonani, że tamto jedyne w swoim rodzaju zaspanie całej rodziny było „jak jakaś hipnoza”, mama Tomka cały czas utrzymuje, że słyszała go zza meblościanki, choć go tam już nie było. A jego pojawienie się na dworcu PKP we Włocławku i podrzucenie na przystanku zdjęcia - czyli lekkiego przedmiotu - też uznać można za pokaz umiejętności szkolonych podczas ćwiczeń opisywanych w podręczniku.

- Syn kiedyś mi mówił, że człowiek po śmierci nie wie, że umarł i chodzi po świecie tak, jakby nic się nie stało - wspomina matka.

A gdyby mając tę wiedzę uznał z jakiegoś powodu, że w trakcie kolejnego eksperymentu zmarł? I ruszył w świat bez lęku kierowany bodaj najbardziej wstrząsającym zdaniem z podręcznika, którym się zaczytywał: „Zupełnie przestaniesz się bać śmierci, gdyż zrozumiesz, że śmierć jest tylko ostateczną podróżą astralną, która przeniesie cię w szeroki, nowy świat doświadczeń”.
Bzdurne? Straszne? Nie. Dające przynajmniej jakąś nadzieję. Bo oznaczałoby to, że poszukiwany od 7 lat chłopak, choć zagubiony, może jednak żyje. A o tym marzą każdego dnia zrozpaczeni rodzice i bracia.

Poszukiwania

Być może został pustelnikiem
W tej sprawie podjęto wszelkie możliwe czynności - zapewnia nadkomisarz Małgorzata Marczak, rzecznik prasowy włocławskiej policji. - Sprawdzano szpitale i przytułki, także sygnał o pojawieniu się podobnej osoby w Poznaniu, przepytywano osoby bezdomne. Wykluczono też, by zaginiony został przyjęty do jakiegoś klasztoru. Jest to niemożliwe bez dokumentów potwierdzających tożsamość, a te zostawił w domu. Z rozmów z uczniami, szczególnie jedną z koleżanek, wynika, że osoba ta często mówiła o życiu duchowym i bytach astralnych. Pojawiła się sugestia, że być może został pustelnikiem. Sprawa nie jest zamknięta. Czekamy na nowe sygnały. Gdy się pojawią, czynności zostaną podjęte natychmiast.
http://www.radzie...dmore=1249 za: http://www.nowosc...p;IdTag=38

Straszne trochę...


Notice: Undefined index: post_edituser in /home/optimawe/domains/szukamywas.pl/public_html/print.php on line 147
Edytowane przez elin dnia 28-01-2015 22:30